O emigracji jako uzależnieniu od… ?

A od emigrowania właśnie : ano tak. W pozytywnym sensie. Od pobytu poza krajem.

Chyba zgodzisz się ze mną, że mieszkanie w innym kraju to swoisty, mocny eye-opener ?

Widzimy ile w nas było ograniczających przekonań, generalizacji, uprzedzeń itede.

I uzależnić  się można szybciutko od lepszych miejsc, możliwości, znajomości, atmosfery multikulti , egzotycznych nowych sytuacji i perspektyw, przyzwyczaić także po prostu do ładniejszych widoków, Morza i Słońca ! Mimo za wielkiego, chaotycznego miasta. Wiele plusów jest. Można też utkwić i nie chcieć widzieć pozytywów.

Nawet jeśli czasami gdzieś tam w nas pobrzękuje to zdanie z Hłaski o świecie podzielonym na dwie połowy

Co lepiej tu pasuje, niż cytat ze zbyt  mocno ponurego Rojka ? Znam  terminal w Calais ze spontanicznych studenckich czasów i jeżdżenia stopem  –  „Jaki piękny jest ten świat…” :

Gdy odleciałem pierwszy raz z uk, w Brighton wiosna, a w PL było jeszcze jako tako, mimo rozczarowania i braku cierpliwości. Przy drugim powrocie był już wyraźny kac psychiczny : mimo że naplułem na płytę brytolskiego lotniska, to jak ujrzałem potem z samolotu ten na całej połaci śnieg na Balicach, to już żałowałem że zabrakło cierpliwości… Bo  wracałem do miejsca, które ładne nie jest i jeszcze ta polska zima… A uciekałem od niej i słuchania jak się męczy i dygota na mrozie silnik starego, niemieckiego samochodu, brr.

Uroczy, niewielki park  gdzieś w East Midlands, były też pieski prawie jak w klipie „Songbird”.

Uroczy, niewielki park gdzieś w East Midlands, były też pieski prawie jak na klipie „Songbird”.

Kilka dni po powrocie wypożyczyłem z zabrzańskiej biblioteki Rok 1984 i Nowy wspaniały świat, no i połknąłem szybciutko te niezwykłe i niestety aktualne książki. Na fali sentymentu do brytyjskości brrr.

Trzeciego razu w kraju Szekspira i Orwella nie było, natomiast Polska mnie uwierała już trochę po Anglii. Sentyment pozostał bo przecież sporo pozytywu zaznałem na Wyspie, wiele znajomości ciekawych. I czułem że coś jest niedokończone, że będzie kolejny wyjazd z kraju kiedyś.

Emigracja jest doświadczeniem, które otwiera umysł, nie chcę tu patosu zapodać, ale jest to prawie inicjacyjne, szamańskie przeżycie dla wielu…

Wyjechanym bardzo często zmieniają się cele, priorytety, percepcje : emigracja może być i pozytywnym nałogiem, jak podróż w nieznane.

Dla większości niestety jest jednak jak długie czekanie na zimnym przystanku, monotonna praca robota, rutyna, nuda, brak radości, schemat : tego chciałem uniknąć bo drogowskaz z magicznym napisem spełnienie wskazywał przeciwny kierunek. Porzuciłem prace w warehousie po 2 dniach, dobrze zrozumiałem że być niewolnikiem nie każdy potrafi a wyzysk to pułapka dla biernych, którzy pozwolili by za nich zdecydowano za cenę „stabilizacji” :  Jak dobrze wiedzieć że mamy wybór bo tak wielu nie wie jeszcze…

Masz również to odczucie, że emigracja uczy budowania cierpliwości ? Bo rzadko kiedy od razu jest lepiej, a miało być przecież, czyż nie po to wyjeżdżamy ? ( Motywacja od-do to ciekawe zagadnienia. )

Ha ! A tu się bardziej liczy długodystansowość niż szybkość. Zrozumiałem też prosty fakt iż ludzie zagranicą są bardzo do nas podobni, tacy podobni : ale jednak jacy inni ! Mimo tego podobni przecież, no i tak w kółko.
Zdarzyło mi się przestawać myśleć np o Anglii jako o innym kraju…mimo niechęci do kierownicy z lewej strony i wyniosłości w stylu stiff upper lip na przykład.

Od dzieciństwa wyjeżdzałem zagranicę, obcokrajowcy mnie fascynowali, po pierwszym roku studiów wypuściłem się stopem z Austrii do Szwajcarii i złapałem bakcyla. Zjeździłem płd- zachodnią Europę pociągami i autostopem w kolejnych latach.

Emigracja jako podróż wewnętrzna ? Nadal niestety rzadko. Bo ktoś wyjechał za chlebem,  by uciec od beznadziei, dla większości jednak na miejscu okazało się że bycie migrant workerem to mordęga, martyrologia, wyizolowanie i wegetacja w obcym społeczeństwie a raczej samoizolacja w polskim środowisku znajomych i tv ? A najgorsza jest rezygnacja z marzeń i schemat pracy from 9 to five.

Te same schematy, klimaty Jackowa… A  dla małej grupy to przygoda i rozwój, bo jak śpiewa jeden z najbardziej sympatycznych szkockich bandów  ” There’s so much life outside the door „… ?

 Happening teatralny zainspirowany festiwalem święta Holi ( obrzucanie się kolorowym proszkiem ) , Prowansja

Happening teatralny zainspirowany festiwalem  Holi   :  obrzucanie się kolorowym proszkiem, Prowansja

Mimo że ileż to razy przekonałem się że Polska tu mało kogo interesuje, niestety : a nasz patriotyzm albo się kurczy, albo wręcz przesadnie się nadyma powietrzem idealizmu i dystansu do kraju, obnosimy się z tą naszą polskością, przyznaję : ale i dowartościować się można i to nie raz…

To kiedy wracacie : pytają stamtąd. Drażniły mnie takie tematy. Zarówno w „Londyńczykach” , jak i w historiach z realu.
Emigracja zmienia. Mimo że sukces kapie powolutku zamiast szerokim strumieniem, na razie. To trudno na słowa przełożyć, ale czuję że jest rozwój. Mimo dni gdy tylko wegetacja. Ale gdy odwiedziłem w ubiegłym roku rodzinne miasto i spotkałem kilku znajomych, poczułem coś dokładnie innego.

Zatem : here to stay, wolę być wyjechany ( Zgoda że lingwistycznie to nie najpiękniejsze  określenie…)  Mimo że francuskie obywatelstwo mi wogóle niepotrzebne, we wszystkich trzech czasach. Ani nie mam zamiaru udawać tego dziwacznego auto-cmokania przy dotykaniu sie policzkami.W kraju hipokryzji, kwiecistych przemówień oraz  wzruszania ramionami, wyuczonej czy faktycznej uprzejmości i owijania w bawełnę zwaną „dyplomacją”, kraju tylu gatunków sera iż podobno kolejnego nie zabraknie na wszystkie dni roku…

Mimo iż Europy tu niewiele, ale czy to rasizm ? Nie, realizm – odpowiadam. A czym, kim tak naprawdę ona  (Ta Europa ) jest ? Prawie wszystko się wymieszało, rasy, mentalności też spory melanż.

Widziane z roweru : za miastem już prawie, niedaleko parku narodowego Calanques...

Widziane z roweru : za miastem już prawie, niedaleko parku narodowego Calanques…

Po 10 latach od wejścia do Unii  pytam ja Ciebie : jest nam, wyjechanym, jakoś czy życie tu ma jakość ?

Bo wiem swoje, a teraz Twoje mnie ciekawi. A za oknem piszczą dzikie papugi miejskie.

I wiem już, ani Holendrem ani Brytonem nie będę. Frankiem tym bardziej. Ale podobno wraca się intuicyjnie w miejsca znane dobrze z poprzednich inkarnacji. No, to na przykład do Norwegii mnie wcale nie ciągnie. Tutaj kwiatki cudnie kwitną prawie cały rok. Chwilami to prawie niczym endless summer.

Ale o wiele bardziej otwartych ludzi spotkałem na północy.  Jakby bardziej prawdziwych…Francuzi są raczej chłodni. To moje subiektywne uwagi. Co Wy na to ?

 

Reklamy

9 uwag do wpisu “O emigracji jako uzależnieniu od… ?

  1. Bardzo mądrze napisane, cudne. Ja z tych emigrantów, którzy od początku mieli dobrze bo inaczej to nie warto byłoby. Nie pytają mnie też od dawna: kiedy wracasz? Częściej pada pytanie : tak już tam będziesz na zawsze? A ja odpowiadam, że czas pokaże. Polska uwiera to prawda, nie zarzekam się w ani jedną ani w drugą stronę. Wydaje mi się, że na dzień dzisiejszy pobędę sobie jeszcze długo w Irlandii…ale tak naprawdę czas pokaże

    Polubienie

    • Tak, dzięki Ci Kasiu za komentarz. W liceum fascynowała mnie Szmaragdowa wyspa, murale IRA typu ” Our day will come”, muzyka Clannad, Sinead, U2 i ogólnie kultura celtycka. Jest oczywiście mnogo historycznych podobieństw pomiędzy krajem w którym mieszkasz i Polską. Mam kilku znajomych Irlandczyków i natura tych ludzi jest podobna do naszej, czego np żyjąc między Brytonami nie doświadczyłem… Generalnie, kultura irlandzka jest bardzo pradawna, magiczna, mało kogo to jednak teraz faktycznie interesuje, mam na myśli „miastowych”.

      Polubienie

      • Pomieszkałam swego czasu w Anglii i z pewnym Irlandczykiem i koleżanką w Londynie dzieliłam mieszkanie . To było moje pierwsze zetknięcie z tym narodem. Potem w Polsce pracowałam z Anglikami, Amerykanami, Irlandczykami i Australijczykami. Szybko stwierdziłam, że jeśli znów wyjadę z Polski do kraju anglojęzycznego to tylko do Irlandii … i tak tu już jestem kilka dobrych lat. Lubię Irlandczyków i Irlandię mimo że mają wiele za uszami (a kto nie ma?) Dobrze mi się z nimi żyje..

        Polubione przez 1 osoba

  2. Dobrze powiedziane. Dodatkowo emigracja to dla mnie uzaleznienie od nie bycia osadzanym i porownywanym przez znajomych i rowiesnikow. Kazdy chce wiedziec jaki masz samochod, jakie mieszkanie, gdzie na wakacje- zeby wsadzic cie do szufladki, a tu porownujac sie do emigranta wiesza sie im system…

    Polubione przez 1 osoba

  3. Mieszkam w Anglii już 17 lat i na szczęście jest lepiej niż jakoś, ale znam tutaj ludzi, którzy godzą się na tę bylejakość życiową i to smuci.
    A teraz po tych 17 latach myślimy o przeprowadzce do Francji bo jakieś wyzwania trzeba w życiu mieć.
    Super mi się czytało twój artykuł, będę do ciebie zaglądać

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s