Franki, klapki i polski clown na zielonym…czyli Tu wszyscy jesteśmy emigrantami : MARSYLIA, jaka jest ?

DSCN0211

” 2600 lat historii! Upojne koncerty cykad i około 300 dni słonecznych rocznie. Idiotyczne arabskie disco dudniące z samochodów, policjanci zamieszani w afery korupcyjne w dzielnicy blokowisk Quartier Nord, dzikie papugi fruwające -mimo powyższej korupcji- po miejskim parku i nad ulicami, ochroniarze przed butikami, a w nich zegarki za 10-30 tys euro. Stada Romów koczujących przy dworcu w namiotach i grzebiących w śmietnikach, największy port śródziemnomorski, mewy, uliczne katarynki, tarot marsylski, szczury w ilości statystycznej ponad dwa na mieszkańca, co widać gołym okiem…

– Chcesz się zaprzyjaźnić z Francuzami, to może być trudne : śmieje się znajomy Albańczyk z kursu językowego dla emigrantów – bo tu niewielu Francuzów zostało ! Nie bez przyczyny krąży tutaj kawał: Przez jakie pierwsze miasto afrykańskie przejezdżał rajd Paris- Dakar? – Marsylia ! –Wszyscy tu jesteśmy emigrantami  : uśmiecha sie sympatycznie marokańczyk Said, wlaściciel eko knajpki Le cours en Vert.

http://gazetabaltycka.pl/promowane/tu-wszyscy-jestesmy-emigrantami-czyli-franki-klapki-i-polski-clown-cz-1

Franki, klapki, no i Pan Włodek na zielonym

Dominika pracuje na stanowisku, które, co oczywiste, nijak się ma do jej polskiego wykształcenia. To znaczy sprząta…Ma już dosyc tego zasuwania. W miedzyczasie uczy się pisać po francusku, bo do tej pory nie miała na to czasu.

W kraju Franków od 9 lat, poznaję ją w szkole językowej. ⁃ Zastanawialiśmy się razem z mężem (niegdyś właściciel świetnie prosperującej firmy budowlanej), jakie by tu znaleźć słowo – wytrych na tutejsza ludność, no wiesz, tą emigrację z Południa… A klapki: to był strzał w dziesiątke! Bo, rozumiesz, przecież oni ciągle prawie w tych klapkach defilują, nawet na motorkach w nich jeżdzą… -No i Franki. Za tymi frankami to jednak tęsknią, no nie ? Przecież wszystko poszło do góry co najmniej kilkadziesiąt procent jak euro weszło. Do dziś na paragonie sklepowym są dwie ceny.

Pan Włodzimierz jest klownem. Popołudniami widuję go przy światłach na ruchliwej ulicy. Zagaduję go kolejny raz, niegdyś udawał ze nie rozumie po polsku, zatem dzisiaj spróbuję innej taktyki -porozmawiamy po francusku… Na propozycje zrobienia zdjęcia Polak przebrany za klowna pyta: A za ile? Daję mu kilkadziesiat centimów. Zapala się zielone i mezczyzna o pomalowanej twarzy podchodzi do samochodów, uśmiecha się, robi miny do kierowców i dzieci. Fala aut rusza spod swiateł i klown podchodzi do mnie. Pyta: dobra fotka? Do gazety, napiszesz o mnie? Ja Ci chętnie opowiem… Jestem zaskoczony, nic mu o sobie przecież jeszcze nie mówiłem, ale nadstawiam ucha chętnie bo jestem oportunistą : opowiada, że był kiedyś górnikiem w Kraju, a tu mieszka od 20 lat. – Tutaj narkomani jakoś żyją, ale dlaczego dla mnie nie ma pracy? – skarży się przejmującym głosem – A ja nie jestem narkomanem, chcę pracować. Nie mam nawet carte vitale, ani konta w banku : brzmi to szczerze jak cholera. Znam tu kilka osób, o tego prawnika co ma biuro za światłami, widzisz tam ? Wtrąca polskie słowa, jest na lekkim rauszu. Ale kolejne auta stają na światłach i polski klown z szerokim usmiechem na dwukolorowej twarzy wraca na swoje miejsce. Bonne chance ! ****

Egzotyczny ptak (

Egzotyczny ptak ( „Miejska” papuga afro-azjatycka ), ale jakże zadomowiony tutaj, w cieplutkiej południowej Francji…
Latają i piszczą nad miastem w zgrabnym kluczu rano i wieczorem, oprócz nich widuje się żółwie w rzeczce i pawie, czasami flamingi. Prawie jak w Indiach zatem…

Ekskluzywne sklepy w luksusowych dzielnicach, złodzieje, dealerzy shitu, rosyjscy turyści, chińscy turyści, uliczni artyści,żebracy, włóczędzy i biedacy, ktorzy zjeżdżają tu z chłodniejszej Północy, kolorowy melanż wszystkich ras i kultur, stoliki na otwartym powietrzu uginające się od ciastek domowej roboty w czasie Ramadanu, loża masońska, drugi największy zespół miejski we Francji,zorganizowany chaos, dzieciaki robiące skręty z marychy w metrze, nowa promenada nadmorska zalana betonem i brak drzew, Aisha aisha ecoutez-moi, połączenie biedy, rozpaczy, apatii i bałaganu z wyrafinowaną Francją – elegancją, nowe developerskie apartamentowce z mieszkaniami za 300 tys euro oraz wąskie i strome uliczki znane z filmu Taxi, około 300 kałasznikowów zarekwirowanych w tym roku…podobno prawie 70 procent populacji to kolorowi emigranci, psie kupy prawie wszędzie, egzekucje z pistoletow maszynowych jako sposób zemsty na wrogach mafii, Polacy jacy tacy i jakże ich tu niewielu w porownaniu z UK… ****

  Zabrania sie zabraniać  : .O tzw społeczeństwie spektaklu na Zachodzie, a zwłaszcza we Francji mówi się od dosyć dawna. Po wydarzeniach 1968 roku, kiedy hasłem przewodnim było : Zabrania sie zabraniać` *Il est interdit d`interdire*, można powiedziec że w wielu dziedzinach życia społecznego we Francji przyjęto to założenie zbyt dosłownie i wszelkie bariery, normy wynikające z dawnej tradycji zaczęły upadać…Wielu osobom wydawało sie że ta swoboda nie ma żadnych granic, stała sie płynna pomiędzy starymi schematami a powiewem swobody. Wiele poważnych spraw zaczęto traktować z lekkością. Pojawił sie aspekt pogardy dla rygorystycznych, sztywnych zasad. Przykładem mogą być manifestacje: pod koniec 18 wieku opisywana przez Emila Zolę w  „Germinal” ukazywała ludzi naprawdę wściekłych, protestowali w złości, zdecydowanie. Dzisiejsza manifestacja wygląda zupełnie inaczej : w proteście jest jednocześnie kontekst zabawy, ludzie są poprzebierani, wielu w radosnym nastroju, do tego z samochodu ktory jedzie na czele pochodu dobiega głośna,często rockowa muzyka. Jeden wielki spektakl… Jerzy mieszka w Marsylii ponad 25 lat, jego przodek przyszedł do Polski wraz z Napoleonem.

Wielka mewa morska ( Zwana tu goéland marin - Larus marinus ) na portowym nadbrzeżu. Ich krzyki i zabawne

Wielka mewa morska ( Zwana tu goéland marin – Larus marinus ) na portowym nadbrzeżu. Ich krzyki i zabawne „gdakanie” towarzyszy miastu prawie bez przerwy…

**** Mało kto pamieta iż w mieście, które na kartach historii zapisało się głównie dzieki Marsyliance, mieszkał przez 3 lata nasz Kazimierz Pułaski, zanim w 1777 wypłynął do Ameryki Północnej. Napoleon triumfalnie wkraczał tu na koniu Belle de mai, chociaz znajoma paryska dziennikarka twierdzi że brak na to ( Konia o takowym imieniu ) dowodów…Na jego cześć wybudowano Łuk Triumfalny i Pałac Longchamp ( Nie konia – oczywiście Napoleona ) , który po remoncie prezentuje się naprawdę okazale, otacza go też ładny ogród. Zeszłego roku dzielnica Belle de mai znowu pojawiła sie mediach, ale z bardziej prozaicznego powodu: tamtejsza parafia przygarnęła bezdomnych Romów… A Pałac gości artystów biorących udział w kolejnych corocznych festiwalach Jazz de Cing Continents, w tym roku wystąpili m.in. Chick Corea, Diana Krall i Wayne Shorter. *****

Kolega z Senegalu, poznany na kursie językowym, mówi mi: – Przestałem chodzić do paryskiego meczetu po tym, jak mi ukradli buty w czasie modłów: nowe adidasy, rozumiesz? A wcześniej kapłan mnie namawiał, bym został męczennikiem i się wysadził gdzieś na mieście: ja mu na to – sam się wysadź, rozerwij się bombą, nie chcesz ?! Bo ja mam żonę i dzieci. A mułła mi odpowiada, że nie może się wysadzić, bo musi nauczać: no to dzięki!

*****

W sobotnie popołudnie główną ulicą tarabani się manifestacja egipcjan, pro  : ostatniego Prezydenta i dla Syrii jednocześnie.Troche blokują ulice, policja ich wstrzymuje, otaczają swojego vana, skandują hasła.Przyjechali aż z Lyonu. W Porcie, kilkaset metrow dalej, manifa juz ściśle dla Syrii – mała grupka z flagami. Rozmawiam z jednym z organizatorów.Niestety jego francuski jest tragiczny, mamrocze coś i wtrąca arabskie słowa. Drugi, starszy meżczyzna tłumaczy mi że jest muzułmaninem – ale nie jesteśmy fanatykami – dodaje- chcemy Syrii demokratycznej, bez szariatu, dla chrześcijan, muzułmanów i reszty. Wierzy że to możliwe. Pochodzi z Aleppo, miasta słynącego kiedyś z produkcji mydła. Jest sunnitą. A szyici to którzy – pytam. To właśnie Ci co nas zabijają… Tuż obok turyści w amoku kłusują do autobusu. Jak gdyby nigdy nic…   *****

Magiczna Prowansja... czyli postać z kart marsylskiego tarota ( Bateleur - Magik ), na murze starej kamienicy blisko Portu.

Magiczna Prowansja… czyli postać z kart marsylskiego tarota ( Bateleur – Magik ), na murze starej kamienicy blisko Portu.

Lepiej mi się żyje od kiedy ćwiczę jogę

– Moja Pani od francuskiego powiedziała mi kiedyś : jedź na południe Francji, tam jest ciepło. I to mi się spodobało, jestem tu od 15 lat – Kinga jest nauczycielką tańca, performerką i instruktorką jogi wg systemu Patanjalego. – I mówię często ze się urodziłam po raz drugi w Marsylii…

To jest moje miasto. Przyjechałam tutaj bo chciałam sie rozwijać. Po zdaniu matury zaczęłam tańczyć. Zdecydowałam się na Francję, bo uczyłam się języka w szkole. Zaczynałam jako fille au pair. Brałam lekcje tańca, uczestniczyłam w warsztatach. Potem, aby móc zostać we Francji, bo było to przecież przed 2004 rokiem, ukończyłam dwuletnią szkołę tańca w Aix i zostałam dyplomowana nauczycielką. No i zaczęłam tańczyć profesjonalnie…

Teraz współpracuję z zespołem który się nazywa Artmacadam, są z miasteczka La Seyne-sur-mer, robimy spektakle u ludzi w domach (bo jest to taka formuła przedstawienia, która nie pasuje do sceny), performance, tańczymy często na ulicy. W pewnym momencie zainteresowala mnie joga, no i spotkałam tutaj moją nauczycielkę, najlepszą na Ziemi, czyli Sandrę Ermeneux, dla Niej pracuję, prowadzę małą grupę. Od 9 lat ćwiczę jogę. Ukończyłam szkolenie i w tamtym roku i napisałam pracę zaliczeniową. Mój une petite accent cudzoziemki bardzo się wszystkim podoba. Mam córkę, z którą rozmawiam po polsku i mam nadzieję ten akcent podtrzymać haha…

Wogóle lepiej mi się żyje od kiedy praktykuję jogę, dużo rzeczy się zmieniło bo to przeciez nie jest tylko praca nad ciałem, ale i umysłem. Moja szkoła jogi zajmuje się człowiekiem całościowo, holistycznie, tak że moge dopasować konkretna asanę, czyli pozycję jogi dla danej osoby. Ludzie są teraz tacy pogubieni, ze szukają jakiejś laski, żeby się na niej wesprzeć. Moja nauczycielka Sandra zebrała aż 150 uczniów.

Niedawno przeprowadziłam się do małego miasteczka obok Aix. Mój Francuz tam pracuje. Mam jeden pokój więcej, dla córki. Przyjeżdzam nadal często do Marsylii, mimo iż mój chłopak bardzo na to miasto narzeka, mieszkaliśmy kiedys tu kiedyś razem, na Corniche. Ale ja go uwielbiam… Ostatnio, jak jadłam obiad z koleżankami, to mi mi nawet łza popłynęła. Teraz w tej małej miejscowości zaczynam swoją dzialalność, mam wlasną grupę uczniów na kursie jogi, zamykam rok z 15 osobami. Dzielimy się salą z dwoma dziewczynami, ktore prowadzą shiatsu. Jestem zadowolona z tej przeprowadzki, bo w takim 9 tysięcznym miasteczku jest czyściej, spokojniej.

Wiem, ze nie mogłabym już mieszkać w Polsce. Chociaż tęsknię i jeździmy tam często, co najmniej na jeden miesiąc wakacji. By pobyć z rodziną, i żeby córka mogła porozmawiać po polsku. Mimo ze zawodowo pewnie było by mi lepiej w Paryżu czy Brukseli, tutaj po prostu jestem przyzwyczajona do chodzenia w klapkach przez cały rok… Pogoda mi odpowiada, poza tym Francuzi są do przodu w wielu kwestiach, np. nie trzeba się ładnie ubierać jak się chodzi do kościoła, bo… tu się nie chodzi do kościoła. Telewizji nie oglądam, bo jest niedobra. Radia też ledwo co słucham, zatem nie wiem co się dzieje w świecie, a raczej : wiem, ale mnie to…

Nie lubie krytykować i oceniać, bo mam szczęście, że ludzie w których gronie się obracam, artyści, ludzie kultury związani z jogą, nie są materialistami i sa inni niż typowi obywatele… We Francji jednak nie podoba mi sie biurokracja: zamiast pracować trzeba tłumaczyć dlaczego chce się coś robić, pisać projekt żeby potem dostać parę groszy… a potem spektakl umiera po 2 przedstawieniach. Zresztą cały ten system finansowania sztuki przestaje się sprawdzać. Ale tak na koniec powiem Ci co tu uwielbiam…Poza Morzem i słońcem jest to wspólne jedzenie tutaj, we Francji. I czas który spędza się przy stole, z przyjemnością, trwa to godzinami. To mi bardzo odpowiada. *** P1010544

Pomiedzy całą tą Francją-elegancją, drogimi ciuchami, ekskluzywnymi autami egzystuje ten świat drugi, a raczej trzeci. Społecznie wykluczonych, przeważnie kolorowych imigrantow. Bezrobocie wśród młodzieży sięga tu 40 procent… W dzielnicy Północnej rodzi się i kwitnie frustracja. Z powodu blokowisk zwanych hlm sporo się pisze o ghettoisation de France, ale czyni w tej kwestii niewiele. A potem nastepują obietnice kolejnych władz, zdjęcia z uśmiechniętymi dzieciakami z banlieues. Ale oni raczej stracili już nadzieję, wegetują głównie we własnym gronie, dodając jednak miastu sporo kolorytu. To tych chłopaków w dresach często zatrzymuje, jakby bez powodu, francuska policja, w ramach tzw contrôle de visage. Wydaje się ze oprócz tego 5 Republika ma im niewiele do zaproponowania… Czują pogardę, odrzucenie, pozostawieni są własnemu losowi, już nie Maghrebiens, a nadal jeszcze nie Francuzi. Stąd ich wyobcowanie i agresja. Sprzedają narkotyki, są prawie bezkarni – ale tylko do czasu…Część z nich w więzieniach jest werbowana na islam. Pikantny koktajl, który kiedyś może wybuchnąć ? Mimo tych negatywów, tu, na Południu, frustracja jest jednak jakby mniejsza, a zamieszki krótsze, bo słońce świeci mocniej,częściej… I na szczęście, dla wszystkich. Voilà !

***** Marsylia bywała także sceną wydarzeń jak z archiwum X (pisał o nich m.in. polskim magazyn ezoteryczny Nieznany Swiat) : kilka lat po drugiej wojnie młoda Belgijka przebywająca tu na wakacjach zaobserwowała w miejskim parku irracjonalne zjawisko… fenomen określany jako chronoportacja (prawdopodobnie chodzi o park z małą światynią w stylu mauretańskim, położony blisko plaży Borely, tyle udało mi się ustalić w lokalnym Towarzystwem Badań Paranormalnych). Kilka miesięcy później w tym samym miejscu zaginął student, oprocz niego około 30 osób na przestrzeni kilku lat dosłownie rozpłynęło się w powietrzu. Sprawa byla badana przez lokalną policję i psychiatrę z Uniwersytetu Marsylskiego, bez rezultatu…

Podobno kilkakrotnie za miastem w nieco dzikiej okolicy parku narodowego Calanques widziane było UFO. Latało nawet w czasie meczu OM nad stadionem Velodrome w marcu tego roku ! Niedawno zaś na przedmieściach grupa poszukiwaczy Nieznanego odkryła małą piramidę. Jakie zagadki kryje jeszcze w sobie to magiczne niegdyś miasto ? ”

© M.B,  2014

Reklamy

5 uwag do wpisu “Franki, klapki i polski clown na zielonym…czyli Tu wszyscy jesteśmy emigrantami : MARSYLIA, jaka jest ?

  1. Bardzo ciekawe są wszystkie opisy i informacje o UFO.
    Kilka dni temu, przelądając programy telewizyjne, natrafiłam na kolejny film o “ataku” nieznanych obiektów na Ziemię. Typowy scenariusz, powtarzający się w każdym tego rodzaju filmie…
    Zaczęłam nawet zastanawiać się jak długo ludzkość będzie ekscytować się takimi obrazami i kiedy wreszcie przyjedzie nam na myśl, że może oni wcale nie są tacy źli i nie przylatują tu tylko po to, żeby nas wykończyć .

    I dlaczego tylko Spielberg był w stanie odbić się w drugą stronę i stworzyć E.T…

    Polubienie

    • W tym artykule akurat ufo jest tematem pobocznym haha. A co scenariuszy tv w ktorych to negatywne jest pokazywane, byc moze po to by ludzkosc przygotowac na jakies wydarzenia z tym zwiazane w okreslonym celu… tzw perception programming i tak dalej. Ale natura kosmitow jest pewnie dualistyczna, jak nasza ;-).

      Polubienie

  2. Bardzo rytmiczny i dynamiczny artykuł !
    Spostrzeżenia pełne słońca i „grozy” miejsca.
    Wszystko tu bulgocze, jak w wielkim kotle – marsylijska galaktyka i jej prawa grawitacji.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s