Kondycja psychiczna na emigracji. Albo kołem fortuny.

Temat to stary jak emigracja…
Bywa analizowany w Kraju przez psychologów, pracowników naukowych, dziennikarzy żądnych tematu.
Jako że z sukcesem na emigracji bywa różnie, pochylmy się chwilę w zadumie na tym zagadnieniem, którego raczej często doświadczamy : dopasowanie do innego społeczeństwa. Za cenę nie-bycia sobą : zgaduję…
A może wręcz przeciwnie czyli odnalezienia się.

Bo mimo iż my Polacy jesteśmy bardzo elastyczni w kwestii owej, dla wielu te progi okazują się za wysokie, przynajmniej czasami. Funtoza też nie pomaga, a raczej objawy odstawienia kraju wzmacnia.

Jerzy Krzętowski w szczytowej formie...

Jerzy Krzętowski w szczytowej formie…

Jak jakaś Polka zabawnie w necie napisała : Polacy dzielą się na tych , którzy sobie na emigracji radzą, czasami sobie radzą albo i wogóle :
do tej pierwszej grupy chcemy być zaliczani, oj chcemy, czyż nie ? Czyż nie po to wyjechaliśmy by odnieść SUKCES ? Taki przez duże S, pisany złotymi zgłoskami i tak dalej…

Dosyć było mierności, przęciętności, bylejakości : życie na Zachodzie to sukces ma być !
Oczywiście, czasami jego cena bywa zamieciona pod przysłowiowy dywan.
Dla mnie, subiektywnie, Anglia jest krajem gdzie polskie żywoty jakże spolaryzowane :
albo sukces, kariera, firma , rozwój, biznes, nowy oddech i perspektywy, albo…
historie o Rodakach z tabloidów, straszno-śmieszne. Jakby prawie nic o tych średniakach.

http://www.magazynemigrant.pl/emigranci-odniesli-sukces-choc-jego-cena-byla-wysoka

Najłatwiej jednym zazdrościć a drugich krytykować tym co wogóle nie wyjechali i z perspektywy Kraju podgrzewają nieświeże, patetyczne tyrady, serwują nieproszone patriotyczne oceny i opinie. A przecież kto tak poznał smak patriotyzmu jak nie emigranci ?
Sporo zaginęło w akcji, ale duża część zerwała kontakty z rodziną z powodów banalnych : utrata pracy, mieszkania, bezdomność…
Polska duma nie pozwala wielu wrócić, co akurat świetnie rozumiem.
Bo skoro tu dla sukcesu i zmiany przyjechaliśmy, a sukcesu nima albo i gorzej, to jak ?

http://londynek.net/czytelnia/article?jdnews_id=3795925

Ale warto zrozumieć podstawowe zagadnienie : kapitalizm teoretycznie umożliwia wszystkim start do sukcesu, a praktycznie to współczesne społeczeństwo zachodnie jest i będzie bardzo nierówne ( klasowe typowo jak angielskie gdzie np po kondycji uzębienia widać pozycję społeczną : chyba w żadnym innym unijnym kraju nie widziałem tak wielu z zaniedbanymi, popsutymi zębami.)
Nierówne i jakby coraz bardziej spolaryzowane, a jedni od drugich coraz lepiej odseparowani.
I daleki jestem od oceniania kogokolwiek. I tam  przecież wielu się budzi i odłącza, little by little :

Ogólnie może taka nasza cena zachwytu Zachodem, idealizowanego i wolnego prawie raju dla większości nas w czasach braku bananów i pustych półek. Nas, słowian od 2004 oficjalnie Europa potrzebuje… No, tośmy się zintegrowali. Wandzie też się jednak Niemca zachciało, już dość dawno temu : jaki pragmatyzm…

€€€€€€

Znalezione w necie ( Jak dobrze iż to nieprawda...)

Znalezione w necie ( Jak dobrze iż to nieprawda…)

To żaden wstyd stracić pieniądze, dach nad głową :
dużo gorzej jest krzywdzić innych ( A to często domena wielu, którzy oficjalnie świetnie sobie w życiu radzą…)
Sam widziałem Anglika, który mimo posiadania miejsca do życia wybrał życie na ulicy, znałem kilku takich którzy spali rough albo po znajomych.
Wystarczy pewnie pobyć kilka dni w klimacie homeless, by przestało zależeć na myciu się i normalnym funkcjonowaniu. Osiągnęli  znieczulenie. Kto do nich rękę wyciągnie ? Pomoc powinna być świadoma, bo dawanie pieniędzy to często tylko zachęta do chlania taniego cydra.
Już nie mówiąc o historii Polaka, opisanej bodajże na londynku, który z własnego wyboru porzucił życie w systemie : sprzedał rzeczy, wyniósł się z mieszkania i prowadzi życie wędrownego euro-nomada sprzedając swe obrazki na ulicach różnych miast : wybrał wolność.

A design for life ?

I właśnie z tego niedopasowania się powstają jakże często załamania psychiczne, uzależnienia, spanie w parku czy na dworcu, życie poza nawiasem społeczeństwa. Sytego i spragnionego kolejnego Sukcesu, biegnącego coraz sprawniej i szybciej do kolejnej marchewki, better bigger faster more, bywającego tu i tam, wykształconego i skutecznego w pogoni za… ( Tu wstaw co trzeba ) ale oślepionego i po prostu lost in the supermarket
A zwykle  jakże pustego i biednego wewnętrznie.

Które może czasami potyka się o wyciągnięte nogi ulicznego kloszarda…
Wtedy ich oczy spotykają się na krótką chwilę.

€€€€€€€

A tak na marginesie, też kilka razy zdarzyło mi się być lost in the supermarket, so what…

I czy ten gorzki, kpiący przekaz stracił na aktualności cokolwiek ?

W listopadzie tutaj, nad śródziemnym bywają nadal bardzo słoneczne, prawie gorące dni : zatem można jeszcze popływać a kontakt ze morskim żywiołem bardzo kondycję psychiczną poprawia...

W listopadzie tutaj, nad śródziemnym bywają nadal bardzo słoneczne, prawie gorące dni : zatem można jeszcze popływać a kontakt ze morskim żywiołem bardzo kondycję psychiczną poprawia…

„I’m all lost in the supermarket
I can no longer shop happily
I came in here for that special offer
A guaranteed personality…” *

( Z piosenki  ” Zagubiony w supermarkecie ”  The Clash )

A  burmistrz Boris właśnie potwierdził że jednak Oxford street jest chyba najbardziej zanieczyszczonym miejscem na świecie : zatem powiedzenie shop till we drop nabiera nowego, złowieszczego sensu hehe.

To tyle subiektywnych wynurzeń w piątkowy wieczór. Aha, jeszcze na deser : sympatyczny, pozytywny bo rozumiem że motywacyjny artykulik z polskiego portalu pióra Polki (która pisze jak potrafi… )  a pod nim urocze komentarze, subkultura tzw hejtingu sie rozwija ale czasami można ryknąć śmiechem jak jeden drugiemu dosrywa – stały wzorzec – z tematu głównego schodzimy na osobiste wycieczki i heja…Od mego pobytu w Anglii w temacie zmiany brak ! Wbijanie szpilek rulez, niestety :

http://londynek.net/czytelnia/article?jdnews_id=2689629

I co w tym konstruktywnego ?

Maciek

c.d.n.

* The Clash , 1979 © Universal Music Publishing Group

Reklamy

5 uwag do wpisu “Kondycja psychiczna na emigracji. Albo kołem fortuny.

  1. O jakiej wolnosci kloszardow piszesz? Tlocza sie w cieplych miejscach miasta, w najbardziej ruchliwych jego zakatkach, czekajac na jakis ochlap. A jak wyciada sie do nich reke z obietnica normalnego zycia, to nie „wolnosc” tylko lenistwo daje odpowiedz negatywna.

    Polubienie

  2. Cytat : Wandzie też się jednak Niemca zachciało, już dość dawno temu.

    Hahaha ! Dobre – znak czasow, skoro nawet i Wanda…
    Fajnie piszesz, moze troche desperacka ta cala nasza emigracja ale posmiac sie warto !

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s