Zapiski na bilecie TGV *

Panorama stolicy z 10 piętra francuskiego bloku...

Nad dachami Paryża : panorama stolicy z 10 piętra francuskiego bloku…

Paryski koniec wiosny jest gorący tego roku. Grzeje aż miło, jak latem, no i barki co chwilę krążą po Sekwanie. Ale pod miastem jest to drugie miasto, z kilometrami labiryntów korytarzy, dziesiątkami peronów, skrzypiących schodów  ruchomych i trzeszczących wagoników : Le métro… Od 1981 przewiozło juz ponad bilion pasażerów.

Powietrze w nim kiepskie, śmierdzące często paloną gumą z opon. Spocone dłonie na metalowych rurkach, upchani jak sardynki  podekscytowani turyści i znudzeni oficjalni paryżanie, eleganckie kobity i faceci, ścisk i duchota, lekka klaustrofobia przy dłuższych przejazdach bo niewiele stacji jest na powierzchni ziemi. Metro co chwila wypluwa pasażerów i połyka nowych.  Jest maszyną, jest jak ludzki kombinat w starej piosence Republiki…Faktycznie, z tłumu wyrwać się trudno, tłum prawie porywa i do ciągle przodu pcha, zmusza do parcia, pod prąd ciężko, zatrzymać się : jeszcze gorzej. Jak sztuczny krwiobieg pod skórą Miasta…

Od jakiegoś czasu kursuje szybka, nowiutka, automatyczna linia 14. System komunikacyjny francuskiej stolicy jest bez wątpienia jednym z najlepszych w Europie pod względem organizacji, ale … to miasto się dusi od nadmiaru ruchu, na górze i na dole też. Paryż za każdym razem przyciąga, kusi, zachwyca lecz i przytłacza ogromem, tłokiem i komunikacyjnym amokiem. Jest ludzkim mrowiskiem, które wylewa sie z kopca… Wg jakiegoś zachodniego expata Paryż to po prostu bezduszne miejsce, ale tego latem czy wiosną nie czuje się aż tak bardzo.

Wielkomiejski lajfstajl  dla wielu oznacza niestety niewiele więcej niż tylko ”metro boulot dodo” czyli metro robota spanie… szczurowate życie w podziemnych korytarzach, prawie każdy wpatrzony w swój błyszczący ekranik. Ale gdy do wyboru jest trwanie w korkach na powierzchni, wielu schodzi pod nią by przejechać szybciej metrem albo szybką koleją miejską RER, to oczywiste… spędzam długi weekend we francuskiej stolicy w stylu  low budget : aby prowadzić real politik, karta kredytowa zostaje w domu. Zatem schodzę do podziemia wielokrotnie. A wagoniki kursują tu przecież co chwilę. No to jadziem też.

Metro ma swoje legendy i tajemnice… Ma także współczesne, praktyczne rytuały podróżne : nagminne jest skakanie przez barierki, przechodzący często przytrzymują metalowe pałąki czy osłony kolejnym, wbijanie się bez biletu było, jest i będzie ! W takich momentach czuć jakąś więż między ludżmi, rozumieją sie bez słów, czekanie na właściwy moment i hop ! Ruchy sa zgrane z rytmem tłumu, zsynchronizowane… Coś pomiędzy anarchią a buntem przeciwko bezdusznym maszynom. Jakże to francuskie ! Rzadkie patrole czasami łapią amatorów darmowej jazdy. Ale w tej ludzkiej masie są rządkością i większości gapowiczów uchodzi na sucho…Po dłuższym pobycie w tych ”katakumbach” boli głowa.

Zaczytana nad Sekwaną.

Zaczytana nad Sekwaną.

Wychodzę wreszcie na powierzchnię. Bulwary nad Sekwaną zalane Słońcem i pełne spacerowiczów, ale w nocy spod mostów wyjda zakochani a powróca tam bezdomni. Kultowa księgarnia i antykwariat  Shakespeare and co pełna klientów i ciekawskich. Spędziłem tam noc dwadzieścia lat temu, a po wyjściu ujrzałem helikoptery lądujące przy Mont St Michel : było lato 1995 i właśnie wybuchły bomby w paryskim metrze…

A teraz siedzę nad Sekwaną obok katedry Notre Dame, po rzece pływają duże statki wycieczkowe tzw bateau mouche, oraz motorówki i małe pretensonalne jachty czyli klimaty private party : czemu za darmo przyglądaja sie bezpretensjonalni turyści w stylu niskobudżetowym, popijający często wodę zaczerpniętą z miejskiej fontanny… potem łażę tam i z powrotem po Boulevard St Germain usiłując znależć polską księgarnię : życie bez smartfona nie jest proste, ale prostsze za to…

Darmowa jak to zwykle w stolicy, elegancka, nafaszerowana elektroniką uliczna ubikacja, w której głos z taśmy dziękuje po wybraniu ekologicznego spłukiwania. Wybieram wersję oszczędną i głos mnie chwali…Jednakże na podłodze ekologicznej ubikacji rozmazana nieelegancka kupa.

****

Niedawno personel wieży Eiffela spontanicznie zastrajkował : w okolicach wieży panoszą się chmary złodziejaszków, którzy szczególnie upatrzyli sobie chińskich turystów. I grożą obsłudze wieży, która ich odgania : czemu nam przeszkadzacie ? A póżnym wieczorem, o równej godzinie, Wieża rozbłyska kolorowymi lampkami na kilka minut.

Wielu gnostyków uważą iż Wieża jest czymś w rodzaju anteny czy nadajnika, i została zbudowana celowo jako rodzaj współczesnego obelisku – najwyższego i najpotężniejszego na świecie –  by emitować bardzo negatywne częstotliwości. I to by tłumaczyło, dlaczego Francja jest takim niespokojnym krajem…

****

Na ławeczce przy ładnym skwerku z fontanną mężczyzna w tanim garniturze i bezdomny, obaj Polacy, rozmawiają. Ten pierwszy okazuje się być świadkiem jeszuy i naucza menela. Zagaduję by zapytać o drogę, a świadek się dziwi skąd wiedziałem że on Polak ? Próbuje mnie wkręcić w dyskusję, wykręcam sie od razu na szczęście…

Kręcę się po okolicy St Michel oraz Ile de Cite, to moje ulubione,

Paryż jest bardziej kosmopolityczny, i przez to mniej pretensjonalno-francuski...

Mimo iż oficjalnie publiczne manifestowanie uczuć religijnych we Francji zakazane, to na szczęście Paryż jest bardziej kosmopolityczny,no i przez to mniej pretensjonalno-francuski…

magiczne paryskie klimaty. Niedawno z mostu ściągnięto tony łańcuchów, zapinanych tu przez zakochane pary. A spod innego wyprowadzono bezdomnych murzynów, była spora zadyma bo protestowali przeciwko temu obrońcy praw człowieka. Przy fontannie obok metra tańczą Krysznowcy. Tłumy uliczne przelewają się z lewa na prawo, zielone czerwone ale jak wiadomo dla niecierpliwych Franków światła to głównie utrudnienie a mrugajace czerwone jest prawie zielonym hehe…

Trafiam na bar sałatkowo-falafelowy sieci Maoz, lecz wersja paryska rozczarowywuje. Tym maleństwem mam jeść ? Typowo francuskie wzruszenie ramion śniadego pracownika obsługi. Mimo tego jest zabawnie, no i cena niziutka ale ciasnota. Dukają po francusku z przezabawnym akcentem japońskie turystki. Amerykanki pytają czy przyjmujecie tu dolary ? W odpowiedzi cichy rechot i wzruszenie ramion.. włączam sie do rozmowy, mimo nielubianego i trudnego do zrozumienia amerykańskiego akcentu.

Tłumek turystów także w Dzielnicy Łacińskiej. Wyprzedaże książek, płyt, sklepy z dobrymi ciuchami gdzie jeansy głównie produkcji polskiej i tureckiej. Wszystko się jakoś kręci jeszcze, mimo że bezrobocie we Francji – wskażniki z kwietnia – wynosi juz 3,51 mln i wielu przepowieda kolejne, gwałtowniejsze wybuchy społecznego niezadowolenia… A na polach Elizejskich jak co roku : stragany, soki, warzywa z prowincji, miody, sery,wino a pomiędzy tym sznur pojazdów w obie strony, no i nieparyscy przybysze którzy w zachwycie pstrykają fotki Łukowi, stojąc na środkowym brzegu rzeki samochodów…

****

Paryż ma swoje dziwne historie, niesamowite opowieści i to również z czasów współczesnych : kilkanaście lat temu gdzieś na ulicy, przy kwiaciarni przesiadywał podobno żebrak, który wykupywał od ludzi ich problemy, do koszyczka wkładano mu banknoty , czeki :  Zwyczajnie wieczorem przechodził tam przez ścianę… sądzę iż był tam w pewnym czasie aktywny portal. Moja znajoma widziała go osobiście, szła za nim i widziała jak znikał !. Jest to historia z przed kilkunastu lat, była opisana w polskim miesięczniku Nie z tej Ziemi – mówi Małgorzata, mieszkająca od dawna w stolicy Francji.

****

Le Metro czyli życie podziemne ze smrodem klimatyzacji.

Le Metro czyli życie podziemne z dyskretnym smrodkiem  klimatyzacji. Ile godzin dziennie ?

Polski akcent na

Polski akcent na „Szązelize”. Po lewej Łuk, po prawej czarna kolumna z Egiptu a ogólnie symboliki ezoterycznej czy masońskiej jest sporo.

Koza bez woza ale za to w ogrodzie paryskim.

Koza bez woza, ale za to w ogrodzie paryskim na zielonej.

Z Magdą, polską lekarką z najnowszej unijnej emigracji, mieszkającą w podparyskim Corbeil, spotykam sie w ogrodzie Tuileries. Towarzyszą nam wielkie gołebie i natrętnie kraczący kruk. Magda ma dystans do własnego życia uczuciowego, wybuchamy śmiechem gdy opowiada o swym ostatnim ukochanym :

David próbował 5 razy opuścić ten świat. Na szczęście żyje nadal. „Kiedyś wsadził noge w taśmę produkcyjną Citroena…Bo jak włożył nogę, to linia produkcyjna ma blokadę, że jak idą maski, to ta maszyna jakby czuła, a jak poszła noga to maszyna się zatrzymała – Magda krztusi się od śmiechu – że nie było gabarytu… A i tak niedługo potem były redukcje pracowników. I tak właśnie było wtedy, ale to już  dawno. Potem jeszcze była inna historia, jakieś świństwo zostało połknięte, ale go wypompowali. No heca…ale im tutaj od lat mowiono ze żyj jak chcesz i tak dalej– i oni już nie wiedzą jak dalej żyć – można powiedzieć znak czasu…”

Długo nie rozmawiamy – moja interlokutorka ma rendez-vous w sprawie białego sera… no co Ty, Magda ? Nie ściemniaj, co ta za oficjalna nazwa…ale faktycznie, po prostu sera nie ma w polskich sklepikach chwilowo i Magda zamówiła bezpośrednio u Polaka, który go przywozi.
*****
Czy widzieliście  Leo :  839 baranów na minutę traci zycie na świecie  : zatrzymajmy masakrę ! Strona mięso.info  ( Viande.info ) : okolice dworca kolejowego St Lazaire.

ZAGINIONY : Czy widzieliście Leo ?  839 baranów na minutę traci życie na świecie : zatrzymajmy masakrę ! Strona ruchu wegetariańskiego Mięso.info – Viande.info – : czyli okolice dworca kolejowego St Lazaire.

Lubię duże paryskie dworce,  stylowe i monumentalne, z obrazami i muzyką klasyczną, chociaż stały się w większości juz tylko przybudówkami dla galerii handlowych.

Za oknami gwarnych, rozgadanych podmiejskich pociagów migają małe miasteczka, tonące w soczystej zieleni. To gdzieś tutaj, w małym domku, mieszkała Amelia…budynku tak charakterystycznym dla bardziej północnej Francji bo w kształcie ładniutkiego, niewielkiego zameczku.

*****

W powrotnej drodze na moje gorące Południe amok gorący juz na dworcu w podparyskim Chessy : tłumek kłusuje wąskimi metalowymi schodami do check-outu, korytarze wiją się przedziwnie na piętro, potem juz żadnych pracowników obsługi, czy to na pewno tędy haha ? Współtowarzysze podrózy żalą sie po francusku żeśmy chyba pobłądzili, niegrzecznie popycham troche bo gdzies przede mna ludzki korek tarasuje przejście, a przed chwilą głos straszył z głośnika że wkrótce kończą przyjmowanie pasażerów do TGV ouigo… trochę żartujemy, trochę adrenalinka i pędzimy po tych abstrakcyjnych korytarzach, a podróż metrem przez pół Paryża szczęśliwie na styk czasowo, to teraz w ostaniej chwili chyba go nie zabraknie ?

Nawiasem mówiąc, prawie wszędzie czekałty : niedługo bez owego chyba wysikać się nie da już ?

Coraz bardziej tłoczna, skomplikowana, cyfrowa, pośpieszna ta nasza cywilizacja.

Włazimy w końcu do brzucha tej olbrzymiej stalowej ryby na kołach, odjazd punktualnie i już wkrótce za oknami miga francja ta zielona, krowiasta, polna wiejska i leśna, cudna… i jak zwykle myślę ile tu miejsca – a ludzie stłoczeni w miejskich ghettach bez drzewa i odcięci betonem od energii ziemi..Prawie wszystkie miejsca zajete, prawie nikt nie rozmawia z nieznajomymi. Konduktorka wchodzi i robi uprzejme miny, zagaduje sprawdza i powtarza że w tej wersji ekonomicznej pociągu nie ma ani „warsu” ani wózka z napojami. Mkniemy zatem ekonomicznie .

Pola lawendy na południu potem typowe, jak pocztówkowe. Zameczki w ruinie, przestrzenie i pagórki.

Dojeżdżamy planowo, tłumek ludzki wylewa się nieśpiesznie z długaśnego pociągu i klajstruje dworzec na chwilę..  Wkrótce metro, wracam do mieszkania, uff znowu na południu i znajome klimaty… Po niedługim czasie na autobus bo marzę by zanurzyć się znowu w śródziemnym i spłukać z siebie paryskie metro plus pociągową klimatyzację.

Na kamienistej, ulubionej małej plażyczce jestem za 25 minut.  Co tam kosmopolityczny paryż, tutaj jest swojsko że hej i ten południowy luzik.  Jest sporo miejsca, a  kilka metrów przede mna jakże znajoma, magiczna tafla wody…Gdy podchodzę do Morza w zachwycie, obok grupa zadowolonych Afrofrancuzów śmieje sie : mamy oranżadę, banany i piękne kobiety, czegoż nam więcej trzeba ? I jeden dodaje : Vive la France

* Pociąg TGV ( wersja Ouigo low cost)  Marsylia – Marne la valee ( Chessy ) : od 10€ , ponad 770 km w  3h09,  około 1200 osób podróżujących  podwójnym składem 320km/h …Potem do Paryża ok 45 min kolejką RER.

Podwieczorek na trawie w podparyskim ashramie jogi...

Obiad w ogrodzie…  w podparyskim ashramie jogi…

Okolice Luwru...

Okolice Luwru…

Uliczna wypożyczalnia bezszelestnych, bo elektrycznych samochodzików.

Uliczna wypożyczalnia bezszelestnych, bo elektrycznych samochodzików.

Paryż nie byłby paryżem niestety bez swoich kloszardów. Zimą zjeżdżają często na cieplejsze Południe.

Paryż nie byłby paryżem niestety bez swoich kloszardów. A zimą zjeżdżają często na cieplejsze Południe.

Mówisz że Francja nie jest krajem absurdu...?!? Rozmiary widelczyka z baru falafel.

Mówisz że Francja nie jest krajem absurdu…?!?
Rozmiary plastikowego widelczyka z baru falafel.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Zapiski na bilecie TGV *

  1. Fakt, dopiero na wsi widac, ile przestrzeni na Ziemi… bo te miasta jak mrowiska.

    A paryskie klimaty znam z doskoku, no ale ciekawie piszesz.
    Ludziska sie pogubili ogolnie, zwlaszcza Ci miastowi.
    Natomiast nie wydaja mi sie sensowne opinie iz paryzanie jakos szczegolnie olewaja przyjezdnych,
    to akurat cecha prawie kazdej stolicy.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s