Na balkonie w Barcelonie…

Czy ktoś z Państwa wysiada na następnej stacji ? To prosze przejść do innego wagonu.

Rozumiem że to brzmi jak czwarty wymiar – zatroskany  konduktor we francuskim pospiesznym do Nicei usiłował żartować – ale pociąg TGV ma spore opóżnienie i wezmiemy od niego na pokład stu pasażerów… No i w następnym  wagonie włączymy wreszcie klimatyzację, chłodno nie będzie, niestety, ale lepiej niż tu…

Oooo – szmer głosów. Ktos zachichotał z niedowierzaniem. Gdzie niby oni sie wcisną ?

Franki w czasie wakacji dzielą się, moim zdaniem, na trzy główne grupy : Ci, którzy mają ( wszystko gdzieś i ) basen obok domu, Ci którzy mają… niewiele i mecza sie w miejskich mieszkaniach oraz podróżujacy w letnim amoku pociągiem, samolotem. Ale i tak to wszystko pewnie lepsze niż letni korek na autostradzie. No, tam to przynajmniej cykady sa  za darmo. Już ponad miesiac… Wracałem z Hiszpanii i kolejny raz ogladalem zgrzaną, zakorkowana wakacyjnie tu i tam Francję.

Sympatyczna  autentyczna pamiątka z katalońskiej przeszłości czy kiczowaty obrazek ?

Sympatyczna i autentyczna pamiątka z katalońskiej przeszłości czy tylko kiczowaty obrazek ?

***** A raczej – na tarasie. Panorama stolicy Katalonii z niego się rozciąga. Taki widok ma Ashley,  starsza kanadyjka wynajmująca pokoje w podmiejskiej dzielnicy. Ma też stadko kotow. I niezlego  hopla.  Neurotyczna niestety, niespokojna, no ale  ja nieco z musu opusciłem francje na tydzień i gdzies te kilka dni zostać muszę, no trudno biore ten pokój. Poza tym pali jak smok a twierdzi iż jest na takim etapie rozwoju że jej to nie szkodzi… hiperaktywna baba, gada przez telefon do pierwszej w nocy.

Poprzednim razem, w marcu,  wynająłem pokoj od Ukrainki w miasteczku pod Barceloną.  To rodzina tradycjonalistów można by rzec bo na makatce w przedpokoju modlitwa Ojcze nasz cyrylicą, a na lodówce naklejka Prawego Sektora… Mieszka tu od 2000 roku, syn dojechał parę lat temu. Podmiejska dzielnica, rzeczka, palmy sroki i stada dzikich papug, do Morza kilkaset metrów, no prawie sielanka…

Juz w windzie wlascicielka zapewniała mnie nie nie jest rosjanka, a ukrainka. Co to za różnica , tak naprawdę ? Potem biadoli na moskali.Mieszka tez u niej Słowak z niemieckim paszportem – pracownik call center oraz mezczyzna z Ekwadoru ktory jednakze wraca z delegacji do swego kraju po kilku dniach. Słowak na początku wogóle sie nie chce odzywać, odwraca do mnie bardzo pokiereszowaną twarz – twierdzi że spadł z balkonu na imprezie… Mówi po polsku, mieszkał w Anglii, Belfascie, Portugalii i Grecji : jestem jak cygan – mówi – a raczej byłem, bo mi sie spodobała ta hiszpańska pogoda i chce tu zostać. Niestety, jest flejtuchem i nie sprząta po sobie w ubikacji, a pewnego piatkowego poranka słysze podekscytowane głosy na korytarzu : a to Robert z koleżką Niemcem, naprani jak Messerschmity plus hiszpanka ( Sprowadzili sobie dziewczynę do towarzystwa ).

Wynajmowanie z netu ma swoje ewidentne minusy, bo na ile można wcześniej sprawdzić miejsce i osobę ? Mówi sie że hotel to bezosobowe miejsce, co jest prawda zwykle, no ale w hotelu nie trzeba się użerać przynajmniej z dziwaczna właścicielką, koty po stole kuchennym  nie chodza ani dymu papierosowego nie trza wdychać. Mimo że taniej w pokojach z ogłoszenia … niestety, bardziej swojsko i taniej niekoniecznie znaczy lepiej !

Woda woda woda...

Woda woda woda…

**** Wiele stereotypów o Hiszpanach wydaje się byc prawdą : generalnie są naturalni, otwarci, życzliwi,hałaśliwi i towarzyscy, uwielbiają gadać… nie ma tu raczej miejsca na -prawie wszędobylską we Francji – uprzejmą obojętność, wyuczoną grzeczność. Zwykle bywa tak że jesli mieszkaniec Półwyspu Iberyjskiego będzie z czegoś niezadowolony, albo zniecierpliwiony naszym zachwaniem to raczej szybko da nam to do zrozumienia. …..

W niedzielne południe swoje stoisko z ulotkami i materiałami do agitacji maja blisko portu zwolennicy niepodległości Katalonii : Chętnie rozmawiają, sa entuzjastycznie nastawieni i wierzą w zachowanie swej tożsamości narodowej, odcięcie sie od stolicy, która wysysa z nich wlezie, prawie nic nie dając w zamian, tak twierdzą. Hiszpania ? To dla nas sąsiedni kraj – usmiecha sie kwaśno jeden z nich. Wypytuję o ich stosunek do monarchii : król to po prostu obcy element… Wierzą że niepodległość od rządu w madrycie jest możliwa, przecież we wrzesniu mają wybory które wreszcie zadecyduja o ich przyszłości ! Czyli Europa republik ?

Katalonia dużo skorzysta na niepodległości. Zabierają nam miliony euro w podatkach, w tym głosowaniu ubiegłorocznym, które było niewiążace bo rząd je zablokował, 81 procent głosowało ZA suwerennością Katalonii. Tej Katalonii której językiem mówi się w jeszcze kilku miejscach Europy, np w Andorze i sąsiedniej Walencji. Ciekawego lokalnego dialektu, uważanego za pomost pomiędzy innymi językami romańskimi, używa go na codzień ok 9 mln ludzi. Nieco podobny do francuskiego i włoskiego jakby też, kataloński jest żywym językiem. W Barcelonie większość napisów jest od dawna dwujęzyczna.

Hiszpański ma sie tak do niego, jak być może polski do słowackiego. A 11 wrzesnia mają swoje święto narodowe, no i ludzki łańcuch pewnie kolejny raz od granicy francuskiej aż do Walencji. I kolejne referendum : 27 września.

@@@ Vanesa, moja hiszpańska znajoma, artystka i researcherka ( Jak lepiej przetłumaczyć hiszpańskie investigadora ? ) opowiada mi o aplikacji na smartfona,  dzieki której ostrzegaja się w barcelońskim metrze kiedy jest kontrola biletów. Troche zdziwko, że ktos ma na taki telefon a na bilety nie… I opowiada mi o swoim regionie, zielonej  Galicji w zachodniej Hiszpanii. Gdzie jeszcze niedawno rządził były minister z czasów dyktatora Franco.

@@@@ Wojtek leży bykiem – Niedawno przyjechałem, też z unijnego kraju, wynająłem pokoik na spokojnym przedmieściu i…rozglądam sie, szukam pracy zaczepienia bo Hiszpania mnie kręci, mimo dużego luzu i extra klimatu kraj jest nieżle zorganizowany, byłem tu wcześniej kilkanaście razy przejazdem i na wakacje. Pieniadze topnieją, język znam w stopniu hmm podstawowym, ale rozumiem sporo. Dużo łaziłem na piechotę by zaoszczędzić, ale teraz już metrem pomykam. Może rower górski wynajmę od Polaka, bo widziałem kiedyś ogłoszenie. Szukam pracy przez znajomych Hiszpanów i w necie, chodze po bankach,urzędach troszkę i dowiaduję sie jak wyrobić papiery itd. Ogólnie pozytywnie nastawiony jestem, może to pogoda tak znieczula ?

Typowy widoczek z plaży Barceloneta.

Typowy, wakacyjny widoczek z plaży Barceloneta. A między  skałkami mola przykuca często ciemnoskóry facet, sprzedający drinki. Ten sam rytuał : rozglada się wokoło, poprawia kubeczki w kartonowym pojemniku. Ma wyraz twarzy psa kucajacego za potrzebą.

Ale najbardziej chyba lubię oprócz Ramblas tą plażę Barceloneta, super piasek, jeszcze niewielu opalaczy bo rano, zatem leżę sobie bykiem i patrzę w to błękitne katalońskie niebo…no i pomyśleć że kilkaset kilometrów stąd zaledwie, bo po drugiej stronie Śródziemnego trwają te koszmarne walki w Libii i Syrii. A tutaj kogo to niestety obchodzi ? Spokój jest, żadnych cholernych zamachów ni ma. I leżę sobie jakby nigdy nic, Morze wspaniale pluska, jakiś Azjata roznosi drinki, Filipinka proponuje masaż izotoniczny, Hindus oferuje kokosa w plasterkach : no ludzie, prawie niczym jakies all inclusive, no nie ?

Z tego błękitnego nieba co kilkanaście minut spływa kolejny low cost, lotnisko jest przecież dosłownie nad Morzem, a ja leżę bykiem i myślę jak ten samolot wypluwa z siebie kolejne grupy ludzi, następni i następni : dopóki trwa ta nowa dostawa turystów tu się wszystko jakoś kręci, w samej Barcelonie kryzysu nie bardzo widać. Inna sprawa, że większość tych przyjezdnych to są turistas banalnie typowi, w klimatach bezrefleksyjnej konsumpcji, byle narobić wrzasku i chlanie. Przodują w tym Brytole, ale tak było jest i będzie do końca tej naszej Europy pewnie. Pewnie tak nieświadomie odreagowywują to wyspiarskie chłodne wychowanie.

Hehe, Ramblas też lubię, najładniejszy deptak Europy chyba, ale tłok ciągle : no ile można w tym amoku łazić, a z kolei jak odejdzie się w bok, troszkę tylko, to zaraz te zapyziałe, wąziutkie i zasikane uliczki… powiem Ci że jak tylko mogę i mi się chce, to zasuwam na skróty- zwykle piechotą – na tą miejską plażę, a po drodze na skwerku ludzie karmią gołębie, dzikie papugi i te wielkie mewy : no odjazd ! Zaraz na bosaka łażę po plaży, pobrodzę w Morzu, posłucham kto i w jakim języku gada, uwalę się na piaseczek i od razu myśli jakies lepsze w głowie, no co jest lepszego niż pozytywne nastawienie i luzik, powiedz mi ? Bo czy ktoś coś osiągnął w życiu większego bez odprężenia, przez napinanie się ? Chyba już troche nastrój Południowca mam – śmieje się Wojtek – Zatem leżę sobie na piasku i obmyślam nowe strategie.

Nie chcę tu jakis patetycznych okresleń używać, ale takie wejście w siebie świetnie działa i procentuje, dystans… Wibracja nad Morzem jest dobra, jak wentyl dla psychiki. Bo samo to miasto – mimo tych wszystkich nad nim architektonicznych zachwytów to faktycznie betonowa dżungla. Ale poprzetykane parkami w miarę często, trza im przyznać.

I ludzie raczej życzliwi są tutaj, poza tym tak całe towarzystwo wymieszane że lokalnych chwilami jakby niewielu, mnóstwo turystów przez okrągły rok, pół świata chyba i wszyscy jak zahipnotyzowani tym morzem, niebem i przestrzenią…No i dobrze. Tyle, jeszcze dodam że to popularne, magiczne hiszpańskie powiedzonko No te preocupes ( Nie przejmuj się ) jest celne niesamowicie i dzisiaj nawet tak powiedziałem w salonie sieci komórkowej dziewczynie z obsługi, która po angielsku nijak nie kumała prawie.

Aha i komu mogę radzę by nie oszczędzał i unikał „romantycznego’ spania na plaży, nie ma co przeginać – tu na plaży w nocy zmienia sie ‚obsługa’, wychodza po zmroku złodzieje i strasznie kradną, a w sezonie jest wysyp desperatów do darmowej nocki na tym cudnym piasku… Potakuję mu, bo pamietam dobrze jak w nocy tutaj było kiedyś jak spałem z dziewczyna na plaży, i jak po czwartej nad ranem hałasuje niemiłosiernie  pług, który piasek wyrównuje. Hola Barcelona – uśmiecha się Wojtek. Trzymaj za mnie kciuki ! A nawet jeśli mi jeszcze nie powiedzie sie tym razem tutaj, wróce w tym roku ponownie. A na plazy wesoło jest. ..

I dodaje : najgorsza jest ta Filipinka, wystarczy wdać się w rozmowę , to sie już nie odczepi, za darmo – promocyjnie – kark wymasuje, namolna jest, pokazuje karteczkę z chińskimi znakami na rysunku kregosłupa i namawia w kółko na masaż izotoniczny. Poznaje mnie już ta cholera, podchodzi i śmieje sie od razu : co, znowu dziś nie ? ( Bo ostatnio ustaliłem z nią- dla świętego spokoju – że może skorzystam z masażu nie dziś, ale maniana ). I to był błąd… A brązowy sprzedawca kawałków kokosa ucieszył sie że hindusa w nim rozpoznałem, pyta zaraz ( jak prawie wszyscy tutaj) : skąd jesteś ? I jak odpowiedziałem, to on do mnie od razu po polsku dwa słówka : dobrze, bardzo dobrze. No to kulturka…

Jest też zgrzyt : widzę jaką dziwna kobiete obstawiona bagażem podróznym na początku plaży, bardziej na bezdomną   wygląda. I coś mnie podkusiło by zażartować, przechodząc koło niej piszczę cienko : masaż ? Niestety, plażowiczka nie ma poczucia humoru : od razu bluzga do mnie  – po polsku – z nienawiścią – spadaj, ty hu.. ty geju, jaja Ci wymasuję itd. Zaskoczenie tym polskim elementem na prawie rajskiej plaży… Udaję nie-Polaka i odchodzę. ****

W metrze, jak zwykle, zróżnicowany program artystyczny : albo Bulgar wycina skoczne melodie na harmoszce, albo Hiszpan na skrzypkach. Ale bywa tez i bardziej tragicznie : emigrant z Ameryki łacińskiej rozdzierajacym glosem powtarza jak mantrę : Panie i Panowie, nie mam pracy mieszkania,w reku dzierży paczki chusteczek jednorazowych w nadziei że ktoś z podróżnych kupi…

@@@@@ Na placyku przed katalońskim parlamentem manifestują ekolodzy, przeciwko corridzie i eksploatacji zwierząt. Corridy juz na szczęście w Katalonii nie ma, ale jest nadal okrutna praktyka np embolada : wypuszczanie na wieczorną procesję po ulicach byka z przywiązanymi do rogów kawałkami łatwopalnego materiału. Jeden z protestujących, weganin z pomalowaną twarza , mówi mi : raczej wolimy niepodległość od Madrytu, bo rząd chciałby z powrotem wcisnąć Katalonii corridę.

Miguel ma dość i uparcie sygnalizuje przechodzącemu światu że cos tu jest od dawna nie tak...

Miguel ma dość i uparcie sygnalizuje przechodzącemu światu że cos tu jest od dawna nie tak…

Po drugiej stronie placu, z tablicą z kartonu w kilku językach, siedzi Miguel. Od 20 lat pracuje na czarno jako informatyk… Jest rozgoryczony, ale sympatyczny,chce rozmawiać. mówi że żyje po prostu poza systemem – mimo kwalifikacji, doświadczenia, języków itd. I to hańba dla rządu Katalonii i Hiszpanii. No i obawia się iż na starość skończy na ulicy. Teraz mieszka w domu rodzinnym. Obok niego siedzi jego przyjaciel z Tunezji. Miguel na pytanie czy referendum – we wrzesniu – za niepodległością Katalonii coś da, odpowiada ku memu zaskoczeniu że jego to po prostu nie dotyczy… To nic nie zmieni, on juz nie należy do żadnego z tych krajów…

A czy Katalonia albo Hiszpania skończą jak Grecja ? Zdaniem Miguela nie, na pewno nie aż tak, bo tutaj ok 30 procent ludzi żyje tak jak on, poza systemem… Machają do niego jacys przechodzący turyści : wiesz, to Polacy mieszkający w Irlandii, podeszli do mnie dzisiaj. Miguel jest rozgoryczony na katalońską burzuazję, która – od lat – nic nie robi dla takich jak on, marnują się na czarno.

**** Prawie na każdym kroku studzienki ze smaczną wodą, która czasami zaskakuje niestety temperaturą : jest prawie gorąca. Picie i kupowanie kolejnych butelek wody, dolewanie zimnej do mojej dyżurnej flaszki staje sie prawie obsesją…

Fantazjuję o ulubionej mineralnej, sokach, zbaczam z trasy specjalnie by spenetrować półki sklepiku, marketu jakbym miał zapasy wody robić. To lepkie gorąco jakoś miesza w głowie, to niby tylko Hiszpania, ale te litry wypitych płynów to ciagle za mało… kiedy zacznę widzieć przed wejściem do metra oazy i wielbłądy ?

c d n

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Na balkonie w Barcelonie…

  1. Barcelona ma też swój urok. Tłum ludzi z różnych krajów, turyści, miejscowi, hiszpanie, katalończycy, obcy, wszyscy wymieszani – jednych to przeraża, a mnie taka różnorodność zachwyca.
    To że w supermarkecie można znaleźć polski „Gorący Kubek”, indyjskie przyprawy i chiński makaron, jakby ktoś zebrał z całego świata to co jest barwne, wyraziste, ciekawe, smaczne i zmieszał to razem tworząc Barcelonę. Niekórym taka mieszanka odbija się czkawką, ale ja się jeszcze nie przejadłam. Pozdrawiam! 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s