Ostatnia stacja

Intensywnie zielona kraina, miasteczko gdzieś nad kanałem La Manche… docieram tu po łącznie pięciu godzinach podróży –  ponad 1000 km pociągiem z gorącego południa , dwa dni w Paryżu i dwie przesiadki. Za oknami przewija mi sie calutka Francja…Na tydzień zmieniam zatem strefę klimatyczną : i rzeczywistość jakby też.

Stacyjka jest malutka i za nią kończą się tory, co w połączeniu z definitywnie innym niż sródziemnomorski klimatem wzbudza we mnie nieuchronnie jakieś poczucie nieokreślonej melancholii, zadumy…mimo ze to jeszcze – albo dopiero – ostatni tydzień sierpnia.

Normandia no wiadomo, jest rolnicza, krowiasta, pagórkowata i leśna i zdecydowanie inna od reszty kraju. Dawno tu nie byłem. I znowu tak jakos swojsko, uczucie bycia prawie w Polsce. To ten krajobraz ? Pewnie tak.

Boja zostaje, przypływ wraca...jakaś metafora czy co ?

Boja zostaje, przypływ wraca…jakaś metafora czy co ? „Mechaniczna cytryna”  w swej krasie. Ach te algi, och to bloto : spa dla stopy za friko !

Morze Północne ma tu zwykle bardziej srogi, bury kolor i dwa razy dziennie cofa się na ok 300 metrów, odslaniajac glony i muszelek na kilogramy. Plages długaśne i piaszczyste o złotawym odcieniu.
Gdy przyjezdzam jest bardzo jesienna pogoda i duje, zwłaszcza nad Morzem. Na plaży i deptaku oprócz mew nikogo, brrr.
( Nie na darmo część Normandii, chyba ten cypel najbardziej wysunięty, zwie się małą Irlandią…jest i normandzka szwajcaria.
Najpiekniejsze plaże są jednak za Hawrem – Le Havre – kamieniste i przepiekne klifowe wybrzeze obok Fecamp i Etretat, byłem tam latem kiedyś, jeszcze w czasie studiów. )

Miasteczko, z domkami w stylu normańskim czyli jak małe masywne zameczki, jest bajkowe…
Ale pogoda zdecydowanie bajkowa już nie jest : leje konkretnie, jesienne prawie ulewy przeplata czasami slońce zza chmur, lecz to super, bo przeciez trza czasem normalnego deszczu i zachmurzenia maksymalnego… a w Prowansji no po prostu nie uswiadczam tego wiele, za sucho. Dobrze choc raz na jakis czas zostawic daleko za soba to hałasliwe, tłoczne i kolorowe i szalone dosyc miasto, gdzie pierwsze papugi juz od 6 rano a cykady piłują godzinami.
A tu urokliwe i soczyście zielone normandzkie pola i zagrody, mnostwo lasu, ciszy, zadumy, łąk…zreszta większość lasu niestety tak czy inaczej prywatna.

Na wschód stad plaze gdzie Alianci lądowali w 1944 czyli np. Omaha beach.
( Lecz osobiscie wole omijac miejsca gdzie ginęły tysiace ludzi, którą to makabrę zainicjował początek II wojny światowej : notabene mamy dziś jej kolejną rocznicę ! Czy ten koszmar kolejnej wojny czegoś nas, ludzkość pisaną niestety z małej, nauczył ? )

Na zachód zaś, ponad 100 km jest Calais gdzie zrozpaczeni emigranci afrykanscy nadal bez ceregieli pchaja się tlumnie na tiry do Brytanii, włażą na wagony pociągu  pod La Manche, a niedawno jeden z nich przeszedł piechotą prawie 50 km Eurotunelu, zanim go złapano po angielskiej stronie !
Co za desperacja goni tych ludzi nad chłodny kanał la Manche, co za rozpacz i determinacja…
Państwa Zachodu czynnie współdziałały w stworzeniu im w Afryce piekła na ziemi, a teraz przywódcy krajow UE oficjalnie dziwia się temu exodusowi uchodzców ? Nowe newsy ciekawsze i wypierają szybko poprzednie, ale dla nich to nic nie zmienia.

Do Hogwart to w lewo ? Tradycja i jaka urocza. Zabytkowy pojazd reklamuje camping.

Do Hogwart to w lewo ? Tradycja i jaka urocza. Zabytkowy pojazd reklamuje camping.

Na głownej promenadzie miasteczka chyba to, jeszcze, nikogo niestety nie obchodzi…
Turystyczny gwar, ciasno, a w bocznych uliczkach sporo tez straganów z tanim chinskim badziewiem. Przewaznie wakacyjne Franki i nieliczne niemieckie i brytyjskie głosy.
Kafejki i sklepy pełne turystow – jak nie leje – ale jest dosyć bezpretensjonalnie w porownaniu z np. Lazurowym. Mniej wszystko przesłodzone.

Jest tez Turek z oliwa z oliwek i mydłem z Aleppo. A on z miasta pod syryjska granica, i mowi mi ze tak, przeciez Aleppo już praktycznie nie ma… ale to jego firma rodzinna i  kontynuuje.

Za to nadmorski deptak to prawie angielski, typowy seafront.
Poza tym cudne kwiaty na skwerach i donicach co chwile, mewy jakieś niewielkie, ludzie spokojniejsi i ogolnie o wiele ciszej i bez tej południowej ekscytacji. A pogoda zmienna jest jak kobieta… nawet się przejasnia troche, cieplo jest i parno.
Zatem realizuje w koncu mój plan morskiej kąpieli, bo akurat przypływ jest.

Ponuro tu nieco bywa, ale niebrzydko.

Ponuro tu nieco bywa przy niepogodzie, ale niebrzydko.

Wraca, już prawie zapomniane, uczucie wchodzenia do zzzzimnego Morza w połnocnej krainie, no niby jest plus 19…
A widocznosc pod woda niewiele więcej niż zero, bo piachu wszedzie w brod. Morze zas faluje… sobie tylko znanym rytmem, prawie jak oddech jakiegos gigantycznego stworzenia.

Normandia obfituje w ponure zamczyska i ziemskie posiadłosci. Z tych ziem Wilhelm Zdobywca ruszył na Wyspe i dał takiego łupnia Brytonom w 1066, ze do dziś angielskie podreczniki szkolne wymieniaja ją jako najwazniejsza historyczną date.
I pobudowal tam zamki, od Rochester po Norwich.

A teraz na głownej uliczce czyli Avenue de la Mer sklepy krzykliwie wabia przecenami do 50 procent. Wybrzeze normandzkie było i jest wentylem dla mieszczuchow ze stolicy Republiki, zatem paryskich rejestracji tu mnostwo bo tylko 250 km dzieli ten kurorcik od miasta swiateł.

Woda w kranie : ohydna… ale mieszkanko ok, bardzo tanie i przeszklony balkon : fajnie sie patrzy na drzewa za oknem i ulewy ! Natomiast w nadmorskim hotelu z wyższej półki można popływac w basenie z podgrzewana wodą morską – 32 stopnie – a potem w nieskazitelnie białym szlafroku pokontemplowac szarobure fale Morza Połnocnego przez panoramiczna szybe, i heja do spa.
Rezygnuje z tej mieszczańskiej rozrywki.

Wole te nieprzenikliwe fale z pierwszej reki, a jakieś 100 km za horyzontem, dokladnie na północ stad jest brytolskie Brighton, gdzie kiedys mieszkałem… Niby niedaleko, ale dla mnie jednak przepastna rożnica w mentalnosci.
A słoneczko właśnie powraca do Normandii.
I jak to się tutaj dzieje, to się wychodzi by skorzystac bo zwykle długo to nie potrwa…
No i sporo tu sklepów o angielskich nazwach, jednakze z notorycznymi bykami w angielskiej pisowni. Bo pewnie miało być cool, a  wyszedł obciach.

Parasolek z Cherbourga nie widziałem… lecz na pewno sie przydają. W tych prawie magicznych miejscach.

Strzał w dziesiątkę : miejski ogródek warzywny, sałaty, warzywa, kwiaty przeróżne cudnie rosną i nikt ich nie wyrywa. Hmm, jednak po bliższych oględzinach widać jednak że niektóre sałaty wygryzione do korzenia...nasi tu byli ?

Strzał w dziesiątkę : miejski ogródek warzywny, sałaty, warzywa, kwiaty przeróżne cudnie rosną i nikt ich nie wyrywa. Hmm,  po bliższych oględzinach widać jednak że niektóre sałaty wygryzione do korzenia…nasi tu byli ?

Tys pikne, mimo iż według jazdy po autostradzie odległości mniej aktualne... nadal warto mieć swój rozum i refleks mimo gps-a. Przez którego ledwo zdążyłem na pośpieszny do Paryża. Rage against machine, anybody ?

Tys pikne, mimo iż według jazdy po autostradzie odległości mniej aktualne… nadal warto mieć swój rozum, intuicje i refleks mimo gps-a. Przez którego ledwo zdążyłem na pośpieszny do Paryża…Rage against the machine, anybody ?

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Ostatnia stacja

  1. Bardzo udane fotki, mimo iz robione amatorskim aparatem !
    Pisales niedawno o Grecji jako goracym ziemniaku Europy, a teraz tym „ziemniakiem” stali sie emigranci na wegierskim dworcu i autostradzie…

    Odwracajac sytuacje : Jakby cos sie stalo w Europie i tysiace szly autostradami, pewnie przyjeliby tez nas w Afryce czy na Bliskim Wschodzie, no nie ?

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s