Cykloza, wirus zdrowia…oraz nieco o merde, tym i owym.

” Cykloza jest zaliczana do tzw nerwic komunikacyjnych, znana też jest jako tzw Velopresja,
Veloza i OCD ( „Obsessive Cycling Disorder” )  🙂
Także „przymus rowerowy” lub mania pedałowania. Niesłusznie określana jako wirus zdrowia.

Chory na cyklozę pragnie jeżdzić jak najczęściej, ignorując nierzadko warunki pogodowe i ruch drogowy,
tłumacząc iż „jazda daje mu poczucie wolności”, „ wyzwala od myśli” dając „poczucie celu”…

Prawdopodobnie roznosi ją wirus cyclosis multiplex : geneza nieznana,
być może oryginalnie wywodzi się z Anglii ( Rover )

Cykloza oscyluje natężeniem od form klinicznych (zawodowstwo, oraz tzw rowerzysta całoroczny)
poprzez ciężkie typu coroczne maratony, zawody, wyścigi, masy krytyczne itd
do form lżejszych : tzw cykloza weekendowa.

Cykloza ma także manifestacje zbliżone do fetyszyzmu, czy snobizmu (chory kupuje nowe stroje rowerowe, kaski,odblaski, buty ,także koszulki często z nazwiskami lub numerami ulubionych kolarzy, ) ciągle dąży do kupowania najnowszego osprzętu czy całego roweru,lub chociaż do tzw upgrade do wyższej klasy.

Przeglądanie pism i magazynów rowerowych,kolekcjonowanie artykułów na ten temat,wymienianie się
„fachowymi uwagami” o „niezbędnych w czasie jazdy” batonikach ,napojach i odżywkach -są objawami tzw fetyszyzmu cyklicznego.

CIMG0021

Metalowy rumak ma juz prawie cztery lata, ale nadal trzyma sie dosyć mocno. Ramy 😉

Także np wykonywanie fotografii licznika po każdorazowym jeżdżeniu, ustalanie planów i pułapu
„limitu kilometrów”w skali dziennej czy rocznej, wypytywanie innych rowerzystów o ich osiągi, wyniki
i porównywanie ze swoimi : sa także objawami cyclosis multiplex.

Przed wyjazdem na wakacje chory na cyklozę często fantazjuje o zabraniu roweru ze sobą,
jeśli nie stać go na samochód i specjalistyczny bagażnik to szuka obsesyjnie możliwości wypożyczenia roweru na miejscu, no i planuje kontakty z innymi zarażonymi w celu tzw jazdy towarzyskiej”… ( Tekst z wikipedii ? :-))) )

Dotknięty cyklozą, dobrym wirusem, jestem na własne życzenie.
Mniej niż w kraju, bo trudniej się wydostać dalej za to wielkie miasto,
ale oczywiście trasy o wiele piękniejsze. Od kilku dni były wichury,
zwłaszcza tu, nad Morzem,takie że wywiewa głowę, i nad oceanem też.
Wiosna chłodna, prawie zzzimna chwilami.
Ale jak nie pojeżdzę te 2, 3 razy w tygodniu to jest uczucie odstawienia… kiedys rowerem po Francji to było marzenie. Teraz radosna rutyna prawie.
Bo rower to jest świat.

 

******

Poza tym w skali całego Hexagonu ( Tak Franki zwą swój kraj, ze względu na kształt jego ) niewesoło, dziś kolejny dzień społecznego niezadowolenia we Francji…
Znowu studenci, uczniowie i etatowi pracownicy ze związków zawodowych manifestują
przeciwko projektowi prawa pracy minister El Khomri.
Wg protestujących, wprowadzenie tego prawa – które niby miało chronić zatrudnionych –
doprowadzi faktycznie do łatwiejszych zwolnień.
W Nantes, Rennes, Paryżu odbyło się ostro, zamieszki, spalony samochód, powybijane szyby.
I tak przy okazji, strajk komunikacji miejskiej prawie w całym kraju.
No ale do kolejnej rewolucji jeszcze daleko…

*****
Na południu cudnej Francji leży sobie miasteczko Beziers.

Ma tradycje historyczne, średniowieczne ma, a jakże, ma ten południowy luzik już.
Aktualnie miasteczko ma chyba przewagę ludności pochodzenia północnoafrykańskiego,
potomkowie emigrantów demograficznie Franków już dawno zdominowali,
co zaobserwowałem nieraz podczas krótkich w nim pobytów,
gdzie – jak w miasteczku każdym – amoku wielkomiejskiego nie uświadczysz,
a na ryneczek z dworca dojść można w kwadransik.

Ostatnio miasteczko zmaga się z plagą, no nie średniowieczną na szczęście, ale dotkliwą i jakże francuską :
psich kup.
Do tego stopnia, że mer miasteczka radykalnie sytuacje planuje okiełznać…
( Dodajmy, że mer oczywiście francuski i prawicowy bo frontowo- nacjonalny).
I cóż mer wymyślił ?
Rozwiązanie orwelliańskie prawie :
jako że trudno było dowalić mandat za kupy niewiadomego pochodzenia,
od psów wszelakich zamieszkujących Beziers i okolice będzie pobierany materiał genetyczny,
by ustalić „ojcostwo’ kup : voila !

Oczywiście śmieszne i absurdalne, ale obrazuje jaki Republika ma problem.
Prawie na każdym chodniku. Merde !
Co zresztą, tzn wdepnięcie w g… jest tutaj czymś w rodzaju rytuału, na który nie ma się wpływu. Szit happens…
Z butami już lepiej od dawna, uważam, czasami ostrzegamy się wzajemnie na chodniku.
Na trawie, w cudnych parkach gorzej…
jeszcze gorzej po rowerze, pamiątki na oponach prawie za każdym razem.
No cóż, staram się naśladować filozoficzne francuskie podejście do tego tematu.

Gorzej z byłym prezydentem, diabełkowatym Nicolasem S., który porzucił politykę przecież;
ale…bezczelnie do niej wrócił, wstydu ni ma, ma za to : nowe ambicje wyborcze. I krytykuje radykalny ruch społeczny Debout la France ( Powstań Francjo). Nicolas  prze znowu do przodu. A raczej w dół…Bo niektórzy niestety lubią w merde. Głęboko.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Cykloza, wirus zdrowia…oraz nieco o merde, tym i owym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s