O potrzebie postu psychicznego. Letni reset…

Nad głową były gwiazdy na francuskim niebie. Trochę niżej zaś,
ale balkon wyżej łopotała trójkolorowa flaga. W podmuchach mistrala.
Bo wrócił. ( Jest jakaś analogia do znanego na Wyspach wietrzyska gale.)

Czyli znowu mistral…Wzruszenie ramion w zasłyszanej miejskiej rozmowie.
No wrócił, coś oczywistego. Dobrze tłumi hałasy miasta, duje. Nagle zaczyna, przestaje. „Wiatr wieje tam gdzie chce„…
Jest prawie nieprzewidywalny, jak aktualna sytuacja naszego Kontynentu.

Potrzeba psychicznego retreatu towarzyszy mi kolejny raz, kolejnego lata.
Towarzyszy cierpliwie, dojrzała.
( A zwykle posty fizyczne tzn spożywcze wychodziły mi dobrze, jeno króciutkie,
dzionek, dzień i pół zaledwie ).
W ostatni piątek lipca zamykam wieczorem laptopa z mocnym pragnieniem odcięcia się
od njusów. Dosyć telenoweli kolejnych zamachów, tragedii, wojny, koszmaru cierpienia
tak wielu ludzi na Ziemi…
Dosyć przy tym bzdurek, rejestrowanych kątem oka, o bryt i naszych celebrytach,
o zwykłych debilach też ale to za łagodne słowo by opisać umysłowe upośledzenie faceta który… „zainwestował” w operacje by wyglądać jak plastikowa kopia nieszczęsnej Kim K.
Nie wiem czy śmiać się czy płakać.
Jednakże to przykład poziomu mentalnego wielu ludzi, oraz wolnej woli.
Wolna wola ludzkości, której olbrzymia większość leci na autopilocie w jakiejś koszmarnej autohipnozie, w tym roku zaczyna zbierać owoce. Trujące…Osobiście jestem przekonany od dawna że czyściec jest tu, na Ziemi.

To nie tak, że odcinając „news feed” olewa się zamachy i inne tego typu sensacje.
Po prostu informacja takowa, zwykle niskiej wibracji, obniża naszą i, paradoksalnie, znieczula na cierpienie innych.
Zauważyłem, że śledzę serwisy informacyjne w necie z jakimś wyczekiwaniem, na coś ciekawego wreszcie, na jakiś przełom ?
Ale newsy to puste kalorie.
Jasne, kto pisze, publikuje itd potrzebuje informacji ze świata,
ale…jakie to wspaniałe uczucie docenić iż mimo iż się odłączyłem,
świat trwa nadal mimo wojen i szaleństw, a u mnie zmienia się perspektywa.
( Mimo iż od dawna żyję bez telewizorni, a smartfona nie posiadam z premedytacją ).
A jeśliby cosik się większego stało, dowiem się i tak. Ludzie powiedzą.
Lubię pytać ludzi. Polegać na mapie i na własnej inteligencji.

Poza tym, i przede wszystkim : od dawna dwie główne agencje kontrolują, filtrują wiadomości dostarczane do głównego obiegu :
Reuters i AP. A kto je kontroluje, kto nimi włada , można sobie wyguglać izi.
Jasne, są media alternatywne.
Często rewelacyjne.
Czasami jednakże ich część jest zamotana jakby po to by wprowadzić jakby więcej zamętu, albo po prostu wyciągające błędne wioski. Pozostaje kontakt z osobami, które są w danym, zapalnym miejscu kuli ziemskiej : ale często ludzie będący TAM nie ogarniają
specjalnie całej perspektywy, no trudno tego od nich wymagać, jasne.
Mają swoich faworytów i znienawidzonych, ich percepcja jest też przykryta przez ich przekonania, stan wiedzy,
albo…przez główne media, z jednej ze stron.
Które, niestety, są tylko dwoma stronami tego samej monety. Znajomy walczył na Ukrainie, utrzymywałem też ostatnio kontakt z dwoma kobietami z Syrii, które nie chciały dzielić losu uchodźców.

CIMG0008Wracajmy do Francji jednak. Większość, tu czy tam, papla zwykle o tym co było w tele czy na Fejsie.
Skoro obu nie używam, paplanina ta mnie nie ciekawi, nie znam sie,  a mimo tego są ciągle
ludzie którzy mają cosik ciekawego do powiedzenia, tylko trza ucha nadstawić.
I tak naprawdę tacy ludzie byli w przewadze od dawna :
tzn ci pierwsi, jak owce, zapatrzeni w świecące ekraniki i piszący z zapałem o niczym,
oni byli w średniowieczu i wcześniej i potem, tylko narzędzia się zmieniły.
Smartfon zresztą nie jest ani dobry ani zły, jest tylko narzędziem, jasne…dla tej większości stada jest jednakże narzędziem zniewolenia, uzależnienia, gumą dla mózgu, w kulturze  anglosaskiej celnie określony jako „honey trap”…

( Wielu badaczy przedstawia mocne dowody że smartfon to nie tylko złodziej czasu…jego częstotliwość uszkadza DNA na przykład ! )

Jest taka świetna metaforka, wzięta z chrześcijaństwa bodajże :
kiedyś łowiono ludzi wędką, potem siecią, a teraz : zmienili im wodę...”.
I ludzka populacja w przeważającej większości jest wobec tego faktu kompletnie bezradna.
Nasza wieczna tożsamość, nasze ja czyli świadomy obserwator – nazwij jak chcesz – świadomość,
dusza, jest poddawana bombardowaniu nadmiarem informacji, a na poziomie ukrytym, na najwyższym poziomie manipulacji chodzi im o to by nas utożsamić z formą fizyczną, urodzoną w danym kraju, mieście i tak dalej. Typowy Kowalski, Dubois czy Smith idzie jak po sznurku, np gdy słyszy hymn dostaje gęsiej skórki, dla kraju będzie żył i umierał, kraju obok nienawidził szczerze bo ma do tego – subiektywne -powody . I uważa się za obywatela czegoś gdzie jest tymczasowo : bo np po świetnych narodzinach w USA można przyjść na świat w Korei północnej…

****

W mojej przerwie z mediami ( Tydzień, dwa, miesiąc ? ) cieszy mnie niezmiernie iż…
wcale mi ich nie brak, nie czuję jakiegoś syndromu odstawienia, a przeciwnie :
im dalej typ lepiej i coraz mniej potrzeby by to tego wracać.
Ludzie marnują czas na portalach „społecznościowych” , ja zaś marnowałem na portalach z wiadomościami. Oficjalnych, czy alternatywnych, było jakieś przyssanie 5 razy w tygodniu,
bo w weekend komputera niet.
I teraz rozwijam dyscyplinę psychiczną, a umysł nadaje w tle :
a dziennik Le Figaro ? Tak lubiłeś, bo już sporo rozumiesz, a tam taki ładny francuski…
A ( Tu wpisz nazwę alternatywnego portalu o „konspiracji” z Anglii ), a ta strona z update’ami
o sytuacji na frontach Ukrainy i Syrii. A Onet przecież…może jakaś recenzja z koncertu w PL tego lata… oj, tyyyle tracisz. A kobity i auta i tak oglądasz, chłopie !
Koncerty, fakt.
Brakuje Jarocina, Woodstocku, tych zakurzonych przestrzeni pod scenami czy tłoku w salkach koncertowych. Na tym drugim też Pokoyowej Wioski Kryszny i mieszania w olbrzymim garze.
To może wróć do Polski….radzi umysł. A umysł, wiadomo, akceptuje i odrzuca, zatem utożsamianie się z nimi to zwykle prosta droga do zamętu i konfuzji.
Ale mam przeciez większą determinację niż w Anglii, by zostać.
Pod tym błękitnym niebem, które uzależnia tak jak Morze…W Avignon był kolejny ciekawy festiwal teatralny, w Paryżu natomiast  jednodniowy, coroczny też, fascynujący Festiwal Rydwanów (Ratha-yatra).  Tutaj na południu w kwestii festiwali i koncertów to chałtura niestety, elektro crap tylko trzecioligowy i mu podobne, już nie te czasy jak kiedyś…bo słyszałem że tu przyjeżdżali Oasis, DM itd.

Szykuję się do wyjazdu, wyprowadzki z Francji wreszcie, chociaż planuję pozostać w tzw basenie śródziemnomorskim.
Trza jechać dalej, do kraju kolejnego, jedną granicę dalej by tam żyć od nowa,
kolejny raz spróbuję w tym roku.

 

*****

DSC01285

Prowansalskie pomidorki tak pięknie wyrosły tego lata na balkonie…

Niedawno zaś lokalna prasa podała że najnowszą płytę Radiohead ( „A moon shaped pool” ukazała się w czerwcu na CD ) muzycy nagrali w prowansalskim studiu La Fabrique. Budynek zaadaptowany ze starego młyna gościł Thoma Yorke i resztę zespołu w prawie kompletnej tajemnicy, do grudnia ub roku.
Po lipcowym zamachu w Nicei odeszła mi ochota by pojechać właśnie tam, do St Remy en Provence, (miasteczku gdzie urodził się Nostradamus), by pogawędzić z właścicielem studia i jego synem, próbując znaleźć klimat w którym powstawał m.in. „Burn the witch“. Planowany wyjazd stracił smak po 14 lipca… odrzuciłem też impuls, by jechać do Nicei jeszcze w ten sam weekend, dwa dni po tej tragedii. Bo wtedy tam był tabloid playground, niestety.

Zamach w Nicei poczułem jakoś mocniej niż paryskie, no czemu, tak sobie tłumaczę że to tu niedaleko, na Południu też, jakoś bardziej rozumiem ludzi z Południa niż Paryża.
W Nicei po tej masakrze wyszły też zachowania ekstremalne, typowe dla Południa…
Zresztą, wielu Franków widzi dziury w wersji oficjalnej tego kolejnego odcinka krwawego spektaklu, zapoczątkowanego wystrzelaniem redakcji tygodnika Charlie Hebdo.

*****

I ten fantastyczny kolor nieba, bo śródziemne kilkaset metrów stąd, i odkrywanie nowych podmiejskich plaż, miniaturowe zatoczki z czystą i znowu zimniutką wodą, kraby, lato jest ale mistral też,
a jak nurkuję z otwartymi oczami, to przyznam nie myślę ilu uchodźców utopiło się w tym miesiącu w tym właśnie Morzu a ilu uratowano…
No, niech świat goni gdzie chce ja wreszcie przerywam wszystko co robię i się byczę.
Fakt, przerwać nie potrafię całkiem, ale lato to lato i nastroje typu lazy pasują.
Zwłaszcza tutaj, na Południu :
chyba jednak przesiąknąłem nieco tą śródziemnomorską mentalnością hehe.
A zachwyty np nad Londynem nadal mnie dziwią,
skoro często napisy w metrze tamtejszym radzą by nie wychodzić czy nie biegać, jak można żyć świadomie w trujących spalinach ?
Londyn bywa jak życie, świetny i jednocześnie nie do wytrzymania.
Miałem napisać : piękny, ale brrr to słowo rezerwuję dla miejsc pięknych faktycznie haha.
I jednak każda nadmorska aglomeracja o niebo lepsza niż miasto w głębi kraju.
Tuluza, Lille, Lyon, Paryż brrr odwiedzić : tak, ale tyle i basta.
Kisi sie tam wszystko za bardzo.

****
Nowy lokator pojawil sie w niedzielne, upalne
popołudnie : ładne, jakby znajome ćwierkanie na dworze,potem przeraźliwe skrzeczenie :
zobacz, to papuga !
I patrzę jak żółta błyskawica skacze na podwórku, dziobana przez srokę !
I łapię reklamówkę, buty, wybiegam : na placyku między blokami pusto, na szczęście sroki już nima, kota ani psa na spacerze też brak, jest za to malutka papużka falista… uciekła komuś ?

Siedzi pod drzewem i trzęsie się cała. Dosłownie… Jako że miałem w Polsce kilka papug, działam intuicyjnie i zdecydowanie by wykorzystać że papuga jest w szoku. Czyli łapię od razu do ręki kolorowego ptaka i auuuććć ! To pazurki ? To dziób, papuga walczy ze mną o życie, mimo iż przybyłem to życie ratować…
Udziobany instyktownie rozwieram dłoń, ptak niestety – też instynktownie – odfruwa, ale tylko kilkanaście metrów, odbija się od betonowego murka i klap na ziemię znowu. Uff, dopadam ją i łapię pewnie tym razem. I do reklamówki. Wracam do mieszkania.

Papużka wystraszona siedzi w reklamówce, chowa łepek w jej załomie.
Po kliku minutach jest gotowa zaimprowizowana klatka. Przekładam tam ptaka z siatki.
Brakuje mu kilku piór w ogonie jest jest wybrudzony, poszarzały, ale żywy.
Czy przeżyje do rana ?

Ale z dnia na dzień mały ptak wraca do formy, zaczyna ćwierkać, piskać, skrzeczeć…(skąd się wzięła i jak długo była na dworze ? )
stroszy i czyści pióra, zaczyna jeść i pić oraz odbywa pierwsze loty po pokoju frrruu, najpierw chaotycznie waląc w szyby. Potem jest coraz lepiej, zabawnie wspina się po szafkach i znajduje sobie kilka ulubionych miejsc. Obgryza to i owo, ma też swoje fochy, jasne. Dwa razy na szczęście mimo otwartych drzwi na balkon nie uciekła.
Ostrożności przy zamykaniu drzwi i wietrzeniu stają się prawie rytuałem.  Wieczorne zaganianie do klatki to istny cyrk. I tak wygląda, że na razie, póki nie znajdzie się właściciel, papuga -która jest afirmacją życia – ma nas. Właśnie tak. Jesteśmy jej stadem.

*****

Czasami jest tak, że aby coś zmienić w życiu trza się „namachać” fest i jeśli jest to latem,
odpuszczam, obserwuję siebie, nie ma co się szarpać…
trzeba się „disconnect„ czasami i nie sztuka to zrobić będąc na wsi spokojnej, lecz w mieście za wielkim a tak naprawdę praktycznie wszystko mamy w środku : to nie świat przeszkadza, to umysł…

A pędzenie razem z baranami, mimo iż łatwiejsze nie popłaca ostatecznie,
jeszcze nadzieja na wyhamowanie przed przepaścią dla niewielu.
Oryginalność i własna wersja świata zawsze wymagała dyscypliny i wyrzeczeń,
tak było od zawsze i dlatego teksty buddyjskie czy wedyjskie Upanishady są ponadczasowe.
I to co pisze Eckhart Tolle byłoby aktualne i pięćset lat temu.
I wiem, dialog między Morfeuszem i Neo, to już ponad – dopiero – piętnaście lat temu a ciągle jest i będzie aktualne, bo nieświadome życie jest niebezpieczne skoro większość jest dla mniejszości tylko baterią…to powtarzajmy sobie codziennie : wake the f…up. Ktoś nam to życzliwie przypomina : Szukaj „the bigger picture” ! A reszta niech śpi. Wielu ma takie piękne sny. Aż można pozazdrościć, no nie ?

Advertisements

3 uwagi do wpisu “O potrzebie postu psychicznego. Letni reset…

  1. reset potrzebny jest coraz częściej. Mniej powodów do stresu. Internety, komórki, newsy, wszelkiego typu socila media to to oprócz niesamowitej pomocy i okna na świat, zarazem trochę kamień u szyi. Sami musimy kontrolować kiedy za bardzo nam ciąży i odciąć. Hmmm, i oczywiście rozmawiamy o tym za pomocą internetu 🙂 Pozdrawiam serdecznie

    Polubione przez 1 osoba

  2. Taki reset to super, ale… czy nie masz takiego – złudnego- wrażenia albo nadziei naiwnej,
    że jak post się skończy, to okaże się że na świecie się poprawiło ogólnie i w międzyczasie ?
    A faktycznie, hmm.
    Tak czy inaczej, świetna praktyka do obserwacji umysłu.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s