Pocztówka z Hiszpanii

 Jeden z relatywnie najbezpieczniejszych i najbardziej nasłonecznionych krajów UE… Odwiedzam go od kilku lat ze trzy razy rocznie, tym razem spędzam tam pół miesiąca.
W pięknej Barcelonie turystyczny amok za każdym razem wydaje mi się jednak coraz większy i większy, miasto trzeszczy w szwach…mimo tego jeżdżę tam nadal, ale może już wystarczy ?
I miała być pocztówka, a wyszedł długi liścior. „Poplamiony czarnym tuszem”, chyba w wyniku korzystania ze spolszcz.pl haha…
Ale po kolei :Prosta w tym wyjeździe była tylko rezerwacja biletu tanich linii autobusowych. Potem, z pół miesiąca przed wyjazdem, bank mi nagle – jak to się ładnie mówidezaktywuje moja kartę, bez podania przyczyny… Prawdopodobnie za niskie wpłaty miesięczne na konto. I chce je zamknąć w ogóle.
Sytuację udaje się odkręcić, uwiarygodnia mój przypadek założona przeze mnie tej wiosny we Francji działalność gospodarcza.
Bank łaskawie daje mi tzw bieda kartę (Maestro ), która niby ma być prawie taką sama jak poprzednia

Nową karta dociera trzy dni przed wyjazdem. Niepodzianka : nie umożliwia rezerwacji hotelu w necie, tzn np booking.com jej nie akceptuje ! Z Airbnb też zupełne nici, albo za drogo, lub centrum, albo nie odpisują wogóle : ogólnie to brzmi prawie jak wyrok…

Ale do Najlepszej Przyjaciółki przyjeżdża rodzina z Kanady i Szwajcarii na kilka dni, wiadomo było ponad miesiąc że przyjadą, chcę zrobić im miejsce i mam bilet na pierwszego czerwca : jadę w ciemno, z prawie taką samą karta, licząc na tani hotelik w nadmorskiej dzielnicy Barceloneta, gdzie nawet latem bywają wolne pokoje. Zapłacę srogo na ten przerost optymizmu…

Czwartek rano : torba z która przyjechałem do Francji stała z 5 lat nieużywana, trzymałem w niej ciuchy, wyleciało mi z głowy że urwała się w niej rączką, została przysztukowana ponownie, o czym zapomniałem i że chińskie torby typu tania elegancja mają tzw short life expectancypodnoszę pełną, ciężka torbę w pokoju, trach ! Raczka od razu odlatuje, prawie pod okno.
Zły omen czy jak, sama torba niby mocna, z materiału, no jak zatargać teraz do metra i do autokaru. Jednak trza się pospieszyć, jeszcze jeden uchwyt jest przecież, tzn wyciągany, poza tym boczny. Papug płci męskiej patrzy na mnie smętnie ze swojej miejscówki nad drzwiami balkonowymi…

Zmartwiony odlotem rączki wytarabaniam się z torbą na korytarz. Zatrzaskuję drzwi, chwytam za wysuwany uchwyt i ciągnę by podejść do schodów i wtedy trach drugie !
Odpada dynamicznie drugi główny uchwyt, z rozpędu torba mija mnie i spada ze schodów na półpiętro, ze sporym łoskotem : ozesz kurna, no to chyba nie jadę !

Torbę podnoszę, groteskowo sterczą z niej dwa metalowe patyki. Oba uchwyty biorę ze sobą, chyba tylko „na pamiątkę”. Potem cwałuję z ta torba trzymaną za patyki, kto tego nie robił nie wie co to za zmora, ( Spotkało mnie to w Mediolanie w ub roku ), bo wyślizgują się co chwilę z rąk a ja jestem dziwnie przechylony. Przeklinając pod nosem i robiąc przerwy docieram do metra, przyjeżdża szybko lecz stoi chwilę na jednej stacji…ale mimo wszystko zdążam z tą pokaleczoną walizą, zdążam na autobus do Barcelony. Ufff, prawie jak miejski survival.

DSC02964Tam na miejscu, udręką przybiera na sile : nie mam wifi, ciągnę ta torbę za soba po hotelach pytając o pokoje, ale szybko znajduje znajomy punkt który za opłatą przechowywuje bagaże, i uwolniony zwiedzam sklepiki z walizami na tej samej uliczce : najpierw muslimski, wykręcam się od zakupu, potem nepalski i tam po krótkim targowaniu kupuję nową torbę.
Przepakowywuje na miejscu, stara wyrzucam mimo sentymentu do niej bo przecież jest nienaprawialna.
Że cztery godziny szukam hoteliku, znajduję po północy. Drogi…Na jedną noc tylko, następnego dnia tak samo tyle że podobna cena, męka z chodzeniem do nocy z walizą i plecakiem co przypomina mi największe znoje autostopowo-kolejowe w zachodniej Europie że studenckich czasów. NIGDY już nie pojadę w ciemno ! Po co się tak męczyć…potem olewam, w dzień Ramblas i odwiedzanie znajomych, potem plaża a szukanie kolejnego miejsca dopiero wieczorami. W czasie tego wieczornego znoju, którego bym uniknął poprzez lepsze planowanie, w głowie brzęczą mi keywordy typu Katalonia co zobaczyć : ja akurat widzę wyluzowanych, zadowolonych turystów, i swoje odbicie w szybach kolejnych hoteli i hotelików a obok wywieszki że nie ma już miejsc. Kolejne kilka godzin i wreszcie sukces…ale tylko na jedną noc, znowu.

W piątek, zdesperowany, zagaduję do faceta siedzącego przy stoliku obok w wege restauracyjce z pysznym, tanim jedzeniem przy Plaza Reial: znasz kogoś kto wynająłby mi pokój na krótki termin ? Marti okazuje się być nauczycielem jogi, ma po babci kilkupokojowe mieszkanie w miasteczku poza aglomeracją barcelońską, tak chyba może mi zaoferować tani pokój, czy to cud ? Ale wyjeżdża na szkolenie na weekend, może mi wynająć od poniedziałku : super, wreszcie coś…wymieniamy się numerami telefonów.

I w sobotę drogo w hotelach tym bardziej bo przez cały weekend trwa jakiś kongres medyczny, internacjonalny no i…w nocy dopiero biorę taksówkę, bo pakistański kierowca pomaga mi znaleźć wolny hotel, obdzwania dla mnie kilka, ok drugiej nad ranem jestem na miejscu. A w niedzielę tani hotelik w Barcelonecie jest wreszcie wolny. Pod oknem jest za to restauracja, niestety czynna do 1szej nad ranem, spałem tam pierwszy raz gdy przyleciałem do Hiszpanii w 2011, w drodze do Francji. Koniec z hotelami wreszcie… Marti odzywa się do mnie w poniedziałek.

Gdy przyjeżdżam pociągiem do jego miejscowości, wita mnie znajome trzeszczenie cykad : jest ponad 30 stopni.

****

Siedzimy na balkonie w mieszkaniu Marti, za oknem panorama niewielkich wzgórz, wieje bardzo przyjemny wietrzyk :

DSC02977Od niecałego roku prowadzę działalność gospodarczą. A na czarno od pięciu lat wcześniej. Ani razu żadnej kontroli nie miałem. Ale miałem trochę stracha. Ojciec był doradca biznesowym całe życie, zna temat, osiągnął sukces…i radził mi : jak możesz, nie rejestruj się, działaj i siedź cicho, no wiesz te podatki ! W końcu jakaś dziewczyna na kursie jogi poprosiła mnie o pismo, które może pokazać w urzędzie jakimś że robi oficjalny kurs : brrr, następnego dnia poszedłem do odpowiedniego biura i się wreszcie zarejestrowałem. Docelowo hiszpański odpowiednik ZUSu to 265 euro miesięcznie, ja na początek płaciłem 50 a potem ta stawka rośnie… Plus podatek dochodowy. I każda mała firma tu płaci VAT, nie tak jak niektórych innych krajach. Tu w Hiszpanii wielu drobnych przedsiębiorców zaczyna na czarno, ciągną tak ile się da, a jak myślałeś ? Albo nawet jak zarejestrowani, deklarują tylko minimum przychodu. Ale teraz za to mogę się oficjalnie reklamować bez niepokoju.

Ja uważam się za szczęśliwca, mam już oficjalna firmę – lokal wynajmuje od ojca za drobne pieniądze – i duże, kilkupokojowe mieszkanie po babci. Ale chciałbym się wreszcie ożenić, znaleźć sobie kobietę, Rosjanki takie ładne … a może Polkę ?
Tutaj w Katalonii jest jako tako. A największe bezrobocie jest na południu, w Andaluzji, tam zależność od pomocy społecznej jest największą… I mentalność bardzo konserwatywna.

Hiszpanie robią wrażenie wyluzowanych ? Jakbym dostawał te prawie tysiąc euro zasiłku, to też może bym tylko tańczył flamenco cały dzień, a taki obraz naszego kraju ma nadal wielu turystów – robi ironiczna minę.
Podatki powinny być dostosowane do wielkości przychodów – wzdycha Marti – przecież tak nie jest, to ja często biorę od kursantów gotówkę poprostu i nie rozliczam tego…VAT trzeba płacić co trzy miesiące. I podatek od zysku. Władz wogole nie obchodzi czy moja firma przetrwa czy padnie, dla nich ważne wielkie biznesy. Ale ja lubię to co robię, lubię jogę i uczyć tego ludzi. I duchowość.

Tutaj w Hiszpanii od dawna zamachu nie było, ponad 10 lat. Jasne że moi znajomi w Brukseli czy Francji mówią mi o swym niepokoju, zagrożeniu, ale tutaj to jest odległa sprawaNajgorsza rzeczą jaką Hiszpanie ostatnio spotkała były brutalne ubiegłoroczne walki kibiców w Madrycie, podczas ligowego meczu. A co jest nadal dobrego, pozytywnego w Hiszpanii ? Na to pytanie Marti dosyć długo nie odpowiada. W końcu mówi, jak zwykle powoli : taaak, mimo tego że świat jest teraz w niebezpiecznym momencie, jest tyle cierpienia, my tu w Hiszpanii tego nie doświadczamy i może się tego nie boimy ( Miałem nadzieję że powie coś o Słońcu, przyrodzie i hiszpańskich kobietach ). Żyjemy jakby bez strachu…ludzie żyją tu sobie zwykłym życiem. Może to jest taka nasza natura, lubimy żyć chwilą i myśleć za bardzo o przyszłości…po prostu się bawić.

Może w jakiś sztuczny sposób to wygląda na kraj szczęśliwych ludzi, wieczory w dyskotekach, imprezy ale jakie to szczęście ? A nadal mamy sporo problemów, bezrobocie, wiele rodzin nie dostaje też za dużo z pomocy społecznej itd. Wiesz szczęście jest relatywne, ktoś ma szklankę wina i pieniądze i myśli że to jest super życieAle Barcelona jest dobrym, specjalnym nawet miastem : przyjeżdża tu mnóstwo różnych nauczycieli, różne kursy, dużo się dzieje. Mimo tego, większości ludzi to nie interesuje, od rozwoju osobistego czy duchowego wolą nocne kluby. I ci ludzie którzy tak się głośno bawią w centrum Barcelony wyglądają na tak szczęśliwych, ale czy faktycznie ? Tyle hałasu robią by zapomnieć o swoim życiu, zarówno turyści jak i Hiszpanie

Siedzi z nami kupel Marti, Jorge który jest ratownikiem na basenie. Studiował historię, pyta o Polskę, o nasze srogie zimy i rolnictwo, mówi o najbardziej znanych Polakach jakimi dla niego Malysz i Lewandowski. I o swoim Ojcu , sfrustrowanym życiem i gapiącym się w telewizor w prawie każdej wolnej chwili. Plus o bodźcach podprogowych w reklamach.

Z balkonu widać ruiny zameczku na zielonych szczytach. Wspinaczka w upale zajmuje ok pół godziny. Na miejscu oprócz ruin benedyktyńskiej warowni okazałe kaktusy, wielkie mrówki i panorama okolicy, czyli autostrada i miasteczko, z którego dochodzi niestety ciągle dudnienie disco z masowej dziecięcej imprezy. I kolejne szczyty w oddali. Oraz napis sprayem u podnóża zameczku : miłość jest najlepsza, niech żyje miłość !

DSC0298430 min drogi stąd samochodem jest słynne Monserrat, z klasztorem będącym miejscem katolickich pielgrzymek : dowiaduję się jednak że było to pradawne miejsce mocy, znane dużo wcześniej zanim wybudowano klasztor. Z malutkiego Collbato, położonego po drugiej strony magicznego masywu Montserrat widać malutki kościółek, który był miejscem cudownych uzdrowień. Mnóstwo ptaków, łąk, przepiękne widoki i nieskażona jeszcze przyroda
Niedaleko jest też wąwóz Timbalers de Bruc, w którym może dwa wieki temu starła się duża francuska armia z nieliczną hiszpańska : sytuacja wyglądała już tragicznie, ale katalońscy bębniarze ukryli się na zboczu gór i zaczęli rytmicznie walić w swe instrumenty…na przeciwnikach zrobiło to wrażenie nadciągającej masowej hiszpańskiej odsieczy, i Francuzi wycofali się w popłochu. Na pamiatku tego wydarzenia odbywa się w okolicy coroczną parada bębniarzy w narodowych strojach. Nie ma to jak mieć szczęście

****

Na barcelońskiej ulicy, obok kościoła sypiał Radomir z Bułgarii. Studiował międzynarodowe stosunki ekonomiczne, na studencką wizę wjechał do Stanów, tam udało mu się zostać 10 lat nielegalnie. Potem Dania, dwa lata : nie lubię niczego w tym kraju, ani języka, ani pogody. No i właśnie pracowałem na zbiorach owoców obok hiszpańskiej Walencji, przyjechałem do Barny i skończyły mi się pieniądzechce skończyć palić trawę, zacząć praktykować jogę i zmienić swoje życie. I mówi mi : Hiszpanie tak niedbali, tak bardzo olewająBułgaria ? Chyba coraz gorzej, wielkie bezrobocie. Tu też zresztą, wśród młodych ponad 25 procent.

****

Wygugluj sobie prawdę ?

W barze sałatkowym na popularnej ulicy obok Ramblas wyższe ceny i mniej stoliczków. Widok na ulice zasłaniają mi trochę podkoszulki siedzących przede mną turystów, napisy po hebrajsku. Jesteście z…tak , z Jerozolimy. Jak się żyje w Izraelu -pytam. Świetnie – odpowiada lakonicznie kobieta i odwraca się. Jej towarzysz jest bardziej rozmowny : opowiada mi o kolejnych atakach na żydów, ale jego zdaniem nie jest to kolejną arabska Intifada (Powstanie ). Podaję swoją wersję historii państwa żydowskiego, wierzy w szansę na pokój w swoim regionie. Zapytany czy nie jest to szalone że działalność Hitlera doprowadziła – paradoksalnie – do powstania państwa żydowskiego odpowiada „To co, mamy mu za to podziękować ?” Ściska mi dłoń na pożegnanie i wychodzą.

Obok mnie siedzi facet i słucha, oprócz zestawu sałatek który można konsumować do oporu ma swoje selery w woreczku, które zjada na surowo, i zaczyna z grubej rury : jest książkaPrzemysł Holokaustu” która mówi o tym jak żydzi użyli tego wydarzenia aby usprawiedliwić wszystko, co robili po wojnie. A watykan to korporacja… powiem ci o mojej „ciemniejszej stronie księżyca„, kilku obserwacjach.

Bo żyjemy w świecie gdzie szczepionki zawierają rtęć i aluminium, na niebie mnóstwo chemtrails mimo oficjalnej propagandy że to tylko smugi kondensacyjne, a fluor w wodzie pitnej pochodzi głównie z toksycznych odpadów chińskich fabryk – Alexandru jest z Rumunii, mieszka w Katalonii i nie wierzy w medialne wiadomości o najnowszej fali zamachów – wygugluj sobie Operacja Gladio.
Około zamachu w Bostonie na maratonie przestali jednakże ginąć na duża skalę w tych zamachach ludzie. Jest mniej faktycznie zabitych i rannych, czasami wcale. Robią to zwykle służby specjalne…

Trochę się rozglądam wokoło, czy pozostali zjadacze sałatek nas słuchają ? Ale jakby nie, albo robią wrażenie że ich to w ogóle nie obchodzi.

Konspiracją, Alexandru ? – ściszam głosjakie służby, nie muzułmanie ? Tak muzułmanie, ale na usługach służb -odpowiada mi – albo kto inny robi zamachy, np duble, najemnicy a potem zrzucają winę na jakiś tępawych Arabów, z których większość nadal żyje spokojnie w swoich krajach i nie byli w momencie ataków wogole w Europie…wrabiają ich, rozumiesz ? To NWO. Ataki false flag ( Fałszywej flagi ) .Tak jak była strzelanina przed paryskim barem, w dniu zamachu na tej sali koncertowej. Pisał o tym nawet brytyjski tabloid Daily Mirror, jest relacja świadka. A muzycy tej amerykańskiej kapeli w trakcie koncertu której zaczęła się strzelanina, udzielili potem wywiadu miesięcznikowi rockowemu Rolling Stone. I powiedzieli że ich zdaniem ochrona była wyjątkowo zmniejszona przed tym koncertem, czyli specjalnie ? Albo ten niby francuski policjant, rozstrzelany przez arabskich terrorystów na chodniku po masakrze w redakcji Charlie Hebdo : zero krwi, strzelali ślepakami a wogole nagrali to wcześniej, takie przedstawienie dla konsumentów wiadomościpamiętaj że poziom manipulacji w mediach jest nieprawdopodobny, mogą pokazać co chcą

Po faktycznym strzelaniu z kałacha w głowę, i to z bliska, łeb eksploduje jak arbuz : a tu agenci, tzw aktorzy kryzysowi, jeździ taką ekipa od kraju do kraju i inscenizują straszne zamachy – mówi Alexandru obgryzając swoje selery. Nie lubię Arabów, większość z nich to tępaki, ale tutaj wygląda na to że ktoś robi z nich kozła ofiarnego, aby przykręcić społeczeństwu śrubę…i w niektórych z tych zamachów nikt nie zginął, rozumiesz, np w Sandy Hook w USA z pięć lat temu, chodzi tylko i wyłącznie o tzw strategię napięcia ! Jak to, że nie giną ludzie ? -pytam.

Alexandru wraca z kolejną porcja sałatek i warzywek, miseczka jest malutka, chyba dlatego aby naraz nie dało się za dużo nałożyć, i uśmiecha się do siedzących przed nami bladych, niemieckich chyba turystek : kopiują jakieś zdjęcia z netu, tworzą fałszywe tożsamości, opinią publiczna potem sama robi kampanię w necie, modlitwy za Londyn Manchester itd. Jest dziennikarz z Danii który napisał książkę o morderstwie Olofa Palmę, jeździ po tych miejscach zamachów : często nie ma żadnych certyfikatów zgonu, NIC, grobów, to fikcyjne wirtualne tożsamościfotomontaże a nikt prawie tego nie sprawdza, bo ludzie wierzą gazetom, telewizji. I zbyt wiele zamachów w przedziwny sposób przypada na dni o znaczeniu okultystycznym, 13stego a zwłaszcza 22go w różnych miesiącach, zobacz na stronie veterans.today : jest o tym ciekawy wpis…

A co w Rumunii ? – pytam.

Rumunia jest sprzedanaTen nasz rumuński dytator był jaki był, ale chciał uratować bogactwa naturalne kraju przed grabieżą międzynarodowych koncernów. Mimo wszystko, jest Bóg, a naszą wolną wolą to wielką odpowiedzialność. Tyle zła na świecie jest, bo wolną wolą istnieje. No ale dobre rzeczy też , musi być balans – szczerzy się Alexandru. I zagaduje do Niemek, ale te nas olewają.

W międzyczasie ulica przechodzi wielką i głośną manifestacja : marokańczycy protestują przeciwko strasznym nadużyciom popełnianym przez swojego króla, siadają na ulicy, skandują, idą dalej, patrzymy na to : biedni ludzie, oby wygrali, a turyści zaskoczeni takim widokiem : ale za pięć minut ten hałas ucichnie, odejdą i kto będzie pamiętał że czegoś chcieli ? Potem Alexandru mówi to niemożliwe żeby w Auschwitz zginęło tyłu żydów, że to też propaganda jakoś nie mam ochoty pytać gdzie zatem podziało się te kilka milionów żydów, nie w niedzielne popołudnie , już za dużo tych rewelacji… i wtedy przypomina mi się że jestem umówiony że znajomymi, zatem mówię mu że jako Polak  zwiedzałem jeszcze w szkole ten obóz, widziałem czaszki itede, żegnam się i wychodzę.

?

****

Na bulwarze Ramblas gnają w obie strony turyści, siedzą na chodniku niemieccy hippisi i wykończeni estońscy autostopowicze. Na Ramblas, zwanej „najatrakcyjniejszą ulicą światamijają się podekscytowane tłumy, mieszają swojskie słowiańskie narzecza z pretensjonalnymi amerykańskimi czy brytyjskimi akcentami. Ruscy i coraz więcej chińskich turystów. Prawie sielanka, koegzystencja…Czasami w amoku potrąci jeden drugiego. Turyści spoceni ale szczęśliwi. Pojedynczy, pary i wycieczki. Miasto ich połyka, trawi i wypluwa. Codziennie nowi… Znajomi Hiszpanie na moje hipotetyczne pytanie po ilu dniach padłyby sklepy i hotele gdyby nagle ustał dopływ tego turystycznego krwiobiegu wzruszają ramionami : niby dlaczego ? Wszystko się nadal kręci.

Niby takie wielkie miasto, ale po kilku dniach rozpoznajesz na deptaku te same twarze.
Na Ramblas prawie zawsze jest kolorowo i ciekawie :

przeróżni uliczni artyści, naciągacze, sprzedawcy taniego badziewia i pewnie podrabianych koszulek FC Barcelona, uliczni grajkowie, nagabywacze do restauracji i kawiarni, lokalni mieszkancy, wyznawcy Hare Kryszna tańczący w niedzielne popołudnia, Sikhowie, nikogo nie dziwią też kolejne manifestację dla niepodległości Katalonii, tłumione kolejny raz przez madrycki rząd…U Sikhów można w ashramie zjeść za darmo w ramach ich akcji dobroczynnej. Za darmo jest też wodą w studzienkach, które często rozsiane po mieście. Darmowe, brudnawe miejskie ubikacje.

Zasikane boczne uliczki bez jednego drzewka, tylko kostka brukowa. Muzułmanów niewielu, na szczęście. Niski poziom przestępczości, jeden z najbogatszych regionów Hiszpanii. Żadnych zamachów, za to w centrum wrzaski do rana prawie, a w nocy prostytutki i dilerzy narkotyków wyłażą masowo. Bezdomni i żebracy śpią w bocznych uliczkach. Dżungla ?

Plażę pełne przez cały dzień, bo świeci prawie bez przerwy a tylko czasami konkretną ulewa jak z cebra przeleci. Wietrzyk, jak zwykle w sezonie brudna zwłaszcza przy brzegu wodą, na powierzchni której pływają wysepki plastikowych śmieci. Po plaży chodzi się na Ramblas tam i z powrotem, niejako jak na Krupowkach po nartach. Na Ramblas grasują oczywiście chytrzy złodzieje, opróżniający kieszenie gapowatych turystów praktycznie codziennie. A w zaułkach bocznych uliczek uwalniają ich przeguby od drogich, luksusowych zegarków. Śledzą swoje ofiary które znajdują w drogich hotelach i dyskotekach, potem zegarki sprzedawane na czarnym rynku np w Północnej Afryce. Niedawno dzielna hiszpańska policja złapała taki gang.

Czekają także cierpliwie przy miejskich plażach, do późnej nocy, gdy wreszcie sen zmorzy przyjezdnych amatorów darmowego spania na miejskich plażach, trwa to od lat.
Kto kradnie w Barcelonie ? Zwykle emigranci tzn Romowie, Cyganie, Paki, latynosi, marokańczycy, albańskie gangi, rzadko kiedy Hiszpanie.

Ale gdybym tu, w moim miasteczkuśmieje się Marti – położył portfel na chodniku, to wkrótce ktoś by mi go po prostu odniósł, od razu. Ufam ludziom tutaj. Jest biednie, no widzisz sam, i mnóstwo emigrantów. W moim bloku jest tylko kilku Hiszpanów. Ale jest naprawdę cicho. Tylko że woda z kranu raczej nie nadaje się do picia, kupuje mineralna do gotowania. Budynek ma może nawet z 50 lat.

Każdy dom tutaj musi mieć tzw prezydenta, i sekretarza, ale wiesz, oni wybierani spośród lokatorów : nikt nie chciał być w moim bloku, no i wybrali aktualnie mnie i faceta z Ameryki Pld na sekretarza. Musieliśmy ostatnio robić ten cholerny klomb przed budynkiem, kopać w ziemi itd. Ładnie rosną teraz różne kwiaty, no ale komu by się chciało dobrowolnie to przygotować ?

****

Około 68 procent Hiszpanów uważa się za katolików. I, zwłaszcza na południu, muzułmanie nielubiani (Ogólnie według najnowszych sondaży około 50% Hiszpanów deklaruje niechęć do muzułmanów) co zresztą jest oczywiste gdy pamiętamy że południe półkontynentu Iberyjskiego było zajęte przez Maurów we wczesnym średniowieczu. Byli oni religijnymi fanatykami i ukształtowali Hiszpanię na inną modlę niż reszta Europy. Okupowali dwie trzecie półwyspu przez około 375 lat, a Granada należała do nich osiem stuleci…Jednocześnie poprawili system irygacyjny (wzorując się na Rzymianach ) i dzięki temu rolnictwo, przynieśli geometrię i inne sztuki z Bliskiego Wschodu. Jednym z głównych punktów oporu chrześcijańskiej Hiszpanii było północne miasto Santiago de Compostella. To tam zaczynał się i kończy słynny szlak pielgrzymów. I tam chrześcijanie znaleźli własną inspirację do Rekonkwisty, krwawych walk których fanatyzm przypominał prawie ten muzułmański fanatyzm oparty na Koranie…

Stolicą kalifatu Maurów był Damaszek : czy to coś więcej niż tylko symbol, że historia zatacza koło, a aktualna wojna w Syrii stała się szybko de facto ukrytym zmaganiem pomiędzy dwiema największymi potęgami współczesnego świata ? Granada upadła w 1492 roku, był to koniec panowania berberyjsko –muzułmańskiego w Hiszpanii. I narodziny nowego kraju na półwyspie iberyjskim. To w Granadzie Kolumb otrzymał pozwolenie na swoją zamorską wyprawę. I w tym samym roku wyruszył do Indii, chociaż niektórzy twierdzą dokładnie wiedział wcześniej gdzie faktycznie się udaje… jego mocodawcy mieli bowiem dostęp do starożytnych map.

Wracajmy do współczesności. W tym roku Barcelona obchodzi 25 lecie Olimpiady. I faktycznie wtedy miasto awansowało w turystycznych rankingach, stopniowo wspinając się na europejskie szczyty. I w tym samym 1992 roku najważniejszy tutejszy klub wygrał pierwszy raz Ligę Mistrzów : FC Barcelona jest tu otaczana prawie religijnym kultem. Od tego czasu zdobyła to trofeum pięć razy.

Dla miasta i całego wybrzeża Costa Brava przemysł turystyczny jest jednocześnie błogosławieństwem jak i udręką, co nie przeczy jedno drugiemu. Ale zdarzają się już naklejki w stylu turyści do domu…
To miasto to dżungla i nieustanne party town dla bladych, pijanych przybyszów z północy Europy. I katedra Sagrada Familia, w ciągłej rozbudowie oraz inne cudeńka Gaudiego, mimo ze dla większości przybyszów to chyba obojętne, ale nadal wielu fascynuje tutejsza multikulturowa kuchnia i tradycyjną pyszną zupa gazpacho. Hiszpania nadal jak magnes przyciąga turystów, jest od nich uzależniona… Na zalanym słońcem Placa Catalunya gołębie jedzą z ręki chińskim turystom, niejako pozując im do zdjęć.

A wieszuśmiecha się Marti – że Hiszpanie nas Katalonczykow nazywają po prostu Polaccos ? ( Polacy ?) Tak, i zupełnie nie mam pojęcia dlaczego

DSC03064
Reklamy

2 uwagi do wpisu “Pocztówka z Hiszpanii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s