Polska, potem Alpy, czyli wreszcie cudna zima w tle…

Prawie tydzień w Polsce,no trza raz na rok…tanimi liniami made in Ireland w obie strony, sporo fajnych rozmów z Rodakami ,moje szaro brudne i zimne śląskie miasto post industrialne co już umiera od kilkunastu lat a nadal dycha… i centra handlowe coraz bardziej świecące i sztuczne w odróżnieniu od tego syfu na zewnątrz… no ale niedaleko blokowiska nadal paso się konie, a i krowy też podobno i zieleni sporo, tylko że nadal powietrze śmierdzi bo jedyna kotłownia pracuje nadal…
I odwiedziny u Rodziców ( Polecam przysłowie amerykańskiego jogina, tego co mówił o „spędzeniu tygodnia z rodzicami” haha ), znajomi, krewni, załatwianie z sukcesem kilku spraw, ognisko na działce, święto Niepodległości,

i fragmenty patriotycznego filmu o Cudzie nad Wisłą w telly, ten z Szycem, znany ale wzrusza jeszcze,

kiczowata ale za to koszmarnie droga reklamka z królikami (których tata miał sześćdziesiąt trzy) obejrzana w tym samym pudle,

podzielony kraj, trochę śmiesznie ( króliki i Bób hummus włoszczyzna )  ale bardziej strasznie, szajba… polityczny kabaret no raczej dramat. Wystarczy…

DSC03892

Turyn…widok z ósmego piętra

W powrotnej drodze prawie trzy dni w Italii,w tym dwa w Alpach aby się oderwać choć trochę i zapomnieć…
Lot w tamtą stronę pod Mediolan za grosze, jednakże poziom usług w linii Pana o’Leary zarówno na lotnisku, jak i w tym powietrznym autokarze określiłbym jako zmęczony pośpiech…ale czego można oczekiwać za osiem euro haha ? Najważniejsze że dolatuje, dziekujemy Panie O’Leary .

Sprawne przesiadki, rozmowy po drodze, znowu cieplej i radocha że znowu Italia. Miasto Fiata kolejny raz robi na mnie lepsze wrażenie niż Mediolan, bo jest mniej pretensjonalnie, jakoś tak zwyczajniej i bardziej swojsko a architektura tyż pikna. Trochę pomyłkowych przesiadek w trolejbusie wieczorem, ale i tak na czas na praktykę jogi u znajomych Włochów.

Nocleg u milczacego, prawie obojętnego artysty przez strone kalifornijskiej korporacji.
Następnego dnia bilet kolejowy w Alpy, za kilka euro. Które przecież jeszcze w Turynie świetnie widać, są tłem dla wysokich bloków, dzikie i ośnieżone, co za widok…

DSC03896

I w takiej uroczej dziurze staje TGV transalpejski. Zimno konkretnie i wieje. Ale jeszcze przed sezonem narciarskim. Italia, Piemont.

Maleńkie miasteczko we włoskich Alpach, nocleg ze strony holenderskiej korporacji posredniczacej w wynajmie pokoi i tym razem bez wtopy. Jeszcze zielono bardziej niż brązowo na zalesionych stokach, a dookoła fantastyczna panorama górska, zaś na wierzchołkach owych gór leżą śniegi.vI szemrze strumyk, no bajka !

W informacji turystycznej Włoszka mówi całkiem dobrze po francusku, tak jak i Marokańczyk którego pytałem o drogę w Turynie ( No dobra, mówił w języku Moliera znacznie lepiej niż ja ). To normalne tu, zarówno Italiańcy jak i Hiszpanie przygraniczni mówią po francusku często, a Franki przygraniczne rzadko kiedy po włosku czy hiszpańsku.

I góry są takie prawdziwe, wiadomo… ta cisza, spokój, no nie absolutna bo makaroniarze hałaśliwi trochę, poza tym właściciele pokoi gościnnych na dole majo lodziarnie i bar, otwarty od 6.10 rano…i grzałka polska nadal nie pasuje do włoskiego gniazdka, przejsciówka ze sklepiku ratuje sytuacje. Spontan, po miasteczku tam i z powrotem. Dukanie po włosku w aptece, lodziarni. Pustki na uliczkach, bo do sezonu zimowego jeszcze trochę.

Ale i tak lepiej bo tyle przestrzeni…i żadnej polityki żadnych bzdur nie oglądam, nie słucham, żadnych afer politycznych czy zamachów niet ani nikt nie krzyczy hella oukba, tylko strumień i ptaki…
Kilka lat temu obrońcy przyrody protestowali tu w Piemoncie, w Alpach przeciwko tunelowi dla TGV, w języku Dantego ten pociąg zwie się tav, no niestety mknie ten ekspress z Lyonu do Turynu od jakiegoś czasu, strasząc świstaki i kozice bo protesty nic nie dały.

DSC03922

„Where eagles dare…” ok 3 tys m n.p.m,  bella Italia

Jak dobrze zmarznąć trochę i zobaczyć niebo pełne gwiazd…przecież tam gdzie mieszkam można się było kąpać w Morzu jeszcze na początku listopada, a teraz zimą w Alpach jest super, bo bez zimy no jak to tak, dziwnie. I optymizm nowy przy kolejnym powrocie do Francji, swieża energia !
Jest też – jak zawsze chyba – i drugie dno, oprócz hoteli karczm i stacji narciarskich jakieś dziwne światła w nocy bywajo, spodki się kręcą po alpejskim niebie, chyba najstarsi alpejscy górale nie wiedzą co to… ludzie piszo czy mowio że to ufoki, że jakaś tajna podziemna bazą wojskowa z Alpach, no ale przecież oficjalnie takich rzeczy nie ma… jest tylko fun i śnieg i zima. Ale włoska organizacja CUN ( Centro Ufologica Nazionale ) dysponuje archiwami obserwacji ufo w całej Italii poczynając od roku 1900 do współczesności, jednymi z najwiekszych w Europie…

Wracamy do Francji mikrobusikiem, serpentyny i cudne widoki…postój w nowej snobistycznej stacji narciarskiej na szczycie, jest to miejsce określane tu chic ( Angole mowia  : posh ), ale plusem tego kompleksu narciarskiego – gdzie jeżdżą np z Paryżewa chętnie i z Brytanii oraz Holandii – jest brak nocnego życia, a wioseczka liczy mniej niż 1000 mieszkańców…Na całej połaci śnieg, euforia, góry !

Co za powietrze… jak się jest za długo w dużym mieście to takie góralskie powietrze oszałamia prawie, nie jest to jeszcze taki eter jak w Nepalu o którym tyle mówili mi znajomi, ale i tak coś wspaniałego. Jest i kontrola graniczna, bo w budce przy szosie francuski pan policjant i policjantka, kierowca ucina z nimi pogaduchę, oczywiscie luzik bo nikogo podejrzanego w busiku ni ma, białasy jada to i żadnego sprawdzania dokumentow ani niepokoju tylko usmiechy i kulturka, Europa jak za dobrych czasow…a dookoła te piękne widoki.

DSC03894

Malutka stacja we włoskich Alpach.

Po zjeździe serpentynami do Francji chyba druga wioseczka, taka już niepretensjonalna, zwie się w wolnym tłumaczeniu : Krówka.

No i w Krówce klawo jest, przypomina mi ona w dobrym i złym sensie wiochy pod Zakopcem, tzn stare domy drewniane z charakterem i nastawiane gdzie się da nowych betonowych klocków, i wszędzie prawie pokoje do wynajęcia u francuskiego bacy. Te łąki fajne i lasy, góralskie klimaty…a tutejsza francuska złota jesień tak przepiękna że hej : widzę kolejny raz te góry, pagórki, kamienie, powykręcane jakie formy skalne, łąki, potem znajomą rzekę dużą. Łowiecki i krówska, którym przecież nic z tego że stan wyjątkowy się zakończył niedawno we Francji.
i cudne malutkie miejscowości, zachwycam się kolejny raz i nie nudzi się to, aż prawie bym to lizał przez szybę autokaru i pociągu. A ludzie jakieś normalniejsze niż te w wielkim mieście, gdzie patologia i hałas i zarówno ci co się do metra wbijają, jak i jeżdżący nowymi autami wyglądają na tak samo biednych, niespokojnych i pojechanych…
Alpy przerobione przez przemysł turystyczny czasami zdegradowane do kiczowatego wizerunku jak ze szwajcarskiej czekolady, ale i tak bardziej prawdziwe niż wielkie bezduszne miasta. Majestatyczne, magiczne, gdzie rano strumyk zamarznięty na brzegach i tyle studzienek z czystą lodowatą wodą w miasteczkach i wioskach…I takie niech zostaną.

DSC03924

I z powrotem Francja, departament Wysokie Alpy.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Polska, potem Alpy, czyli wreszcie cudna zima w tle…

  1. Ale fajnie to napisałeś, dowcipnie i spostrzegawczo, jakbym sama chciała, tylko nie mam odwagi, bo w końcu w Polsce teraz mieszkam.
    Też starsza jestem i „ograniczona”, hehe. A moje dawne francuskie zycie u boku Anglosasa okazało się tylko mrzonką.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s